Aestima
Fanka BB :)
dlaczego nikt nie mówi o tym, że dziecko staje sie w pewnym sensie społeczną kaleką kiedy jest tylko pod kloszem nadopiekuńczej matki?
dlaczego nikt nie mówi o naturalnej potrzebie bycia dowartościowanym poprzez prace
dlaczego nikt nie mowi o plusach opieki instytucjonalnej
dlaczego nikt nie skupia sie na skrajnych emocjach rodziców którzy musza i nie mają wyboru by nie oddawac dziecka do żłobka.
JAK TO NIKT NIE MÓWI
Mam wrażenie, że ciągle się o tym wszystkim mówi! Co do badań, jak zauważyłaś nie są już dzisiaj tak spektakularne i wstrząsające, dzisiaj etyka jak słusznie zauważyłaś na wiele nie pozwala, choć niestety nie znaczy to, że to się nie dzieje. Jeżeli chodzi o dzieci- tu głównie w dzisiejszych czasach obserwacja- nie bad. Myślę, że warto poczytać polskich psychologów rozwojowych- np Trempałę. Podważasz coś co dla psychologii jest faktem tak jak dla medycyny np to, że antybiotyk nie wyleczy Cię z wirusa opryszczki, a mianowicie, to, że do 3 r.ż. stały obiekt i rutyna rzutują na styl przywiązania, więź, które z kolei rzutują na psychikę dziecka. Tego już dzisiaj Ironia nie musimy badać, bo to już wiemy!!!choć nie twierdzę, że żłobek = złe przywiązanie, nie jest to tak czarno białe. Jeśli rano żłobek, potem rodzice- dziecko da rade, przyzwyczai się i nie ma tu mowy o traumie. Ale w moim odczuciu najbardziej optymalne byłoby dla dziecka być z jednym obiektem ( ale widywać często inne) do 3 r.ż, czego wiele z nas ( również ja) nie może zrealizować w dzisiejszym świecie ( albo nie chce). Odnośnie opieki chaotycznej i mieszanej, to już mam zupełnie negatywne zdanie.
Proponuję taką wizualizację. Jestem w pampersie, nie umiem sama jeść, mało wiem jeszcze o świecie. Jestem zdana na innych, nie umiem zadbać o siebie sama. Kiedy jest mi lepiej? Kiedy babcia się opiekuje mną rano, mama popołudniu? Babcia rano mnie karmi, zmienia moją pieluchę, podaje lekarstwo, a mama robi to po południu z tatą. WIem jaki jest plan dnia, wiem kto kiedy mnie przewinie i nakarmi. A może lepiej gdy jestem w placówce. Pieluchę zmienia mi raz ta Pani, raz inna, inna mnie karmi, inna się ze mną bawi. Ale są miłe, po pewnym czasie je rozpoznaję jest ok. Jednak kolejnego dnia jestem w innym miejscu. już nie pani i mama mnie pielęgnuje a babcia. Przyzwyczajam się do tego, że babcia wolniej karmi, nabiera większe porcje zupy. Następnego dnia znów jestem w złobku- ta pani co ostatnio mnie karmiła teraz mnie przewija, ta co przewijała- karmi, ona z kolei karmi mnie w b. szybkim tempie, nie nadążam! Kolejny dzień, jestem z dziadkiem. O co chodzi? Kto się mną właściwie zajmuje? Gdzie będę jutro?
dlaczego nikt nie mówi o naturalnej potrzebie bycia dowartościowanym poprzez prace
dlaczego nikt nie mowi o plusach opieki instytucjonalnej
dlaczego nikt nie skupia sie na skrajnych emocjach rodziców którzy musza i nie mają wyboru by nie oddawac dziecka do żłobka.
JAK TO NIKT NIE MÓWI
Mam wrażenie, że ciągle się o tym wszystkim mówi! Co do badań, jak zauważyłaś nie są już dzisiaj tak spektakularne i wstrząsające, dzisiaj etyka jak słusznie zauważyłaś na wiele nie pozwala, choć niestety nie znaczy to, że to się nie dzieje. Jeżeli chodzi o dzieci- tu głównie w dzisiejszych czasach obserwacja- nie bad. Myślę, że warto poczytać polskich psychologów rozwojowych- np Trempałę. Podważasz coś co dla psychologii jest faktem tak jak dla medycyny np to, że antybiotyk nie wyleczy Cię z wirusa opryszczki, a mianowicie, to, że do 3 r.ż. stały obiekt i rutyna rzutują na styl przywiązania, więź, które z kolei rzutują na psychikę dziecka. Tego już dzisiaj Ironia nie musimy badać, bo to już wiemy!!!choć nie twierdzę, że żłobek = złe przywiązanie, nie jest to tak czarno białe. Jeśli rano żłobek, potem rodzice- dziecko da rade, przyzwyczai się i nie ma tu mowy o traumie. Ale w moim odczuciu najbardziej optymalne byłoby dla dziecka być z jednym obiektem ( ale widywać często inne) do 3 r.ż, czego wiele z nas ( również ja) nie może zrealizować w dzisiejszym świecie ( albo nie chce). Odnośnie opieki chaotycznej i mieszanej, to już mam zupełnie negatywne zdanie.Proponuję taką wizualizację. Jestem w pampersie, nie umiem sama jeść, mało wiem jeszcze o świecie. Jestem zdana na innych, nie umiem zadbać o siebie sama. Kiedy jest mi lepiej? Kiedy babcia się opiekuje mną rano, mama popołudniu? Babcia rano mnie karmi, zmienia moją pieluchę, podaje lekarstwo, a mama robi to po południu z tatą. WIem jaki jest plan dnia, wiem kto kiedy mnie przewinie i nakarmi. A może lepiej gdy jestem w placówce. Pieluchę zmienia mi raz ta Pani, raz inna, inna mnie karmi, inna się ze mną bawi. Ale są miłe, po pewnym czasie je rozpoznaję jest ok. Jednak kolejnego dnia jestem w innym miejscu. już nie pani i mama mnie pielęgnuje a babcia. Przyzwyczajam się do tego, że babcia wolniej karmi, nabiera większe porcje zupy. Następnego dnia znów jestem w złobku- ta pani co ostatnio mnie karmiła teraz mnie przewija, ta co przewijała- karmi, ona z kolei karmi mnie w b. szybkim tempie, nie nadążam! Kolejny dzień, jestem z dziadkiem. O co chodzi? Kto się mną właściwie zajmuje? Gdzie będę jutro?
a to robienie Tobie papa jest zawsze jak przychodzą do Was te dwie sąsiadki? koleżanka, która ma 3,5 letniego brzdąca opowiadała mi jak to jej mała brała odwiedzającą ich babcię za rękę, szła z nią do pokoju i zamykała drzwi i nie pozwalała koleżance (mamie) wejść!!! co do 'przezimowania' - no jakbym słyszała moich teściów
Jesteś chyba jedyną z nas, której ten tytuł faktycznie się należy buahahah a tak na poważnie: jak Jerzyk nie będzie Jerzykiem? co ten M wymyślił? to jakie imię Jemu się podoba??? hmmm oby sprawy ze szpitalem nie były takie złe jak piszesz... kozetka??? 
adna z nas nie jest, jesteśmy skoncentrowane na naszych dzieciach jak mało kto tu na forum, wicąż myślimy co dla nich najlepsze.

