Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
asinka - jakżeś to ładnie obliczyła, z tym kryzysemŻeby to takie proste było, ech. Nie wiem co to będzie, mam jakieś wątpliwości - w sumie zawsze były - co do zgodności naszych charakterów, temperamentów. Chyba czego innego od siebie oczekujemy, a tego nie dostajemy (przynajmniej o sobie poszę, bo on jakby w ogóle wymagań nie mial, coś na zasadzie: nie jest źle, to jest ok). Tylko kiedys, gdy nie było dzieciaków, wszystko wydawalo się prostsze. Teraz już każda decyzja waży na ich życiu. A może to ja się zmieniłam.
że cały czas coś mi nie pasuje, że ciągle 'czegoś' chcę i że ciężko mnie zadowolić (bez poddekstów seksualnych
) ale to tak w wielkim skrócie...
ale ja to dziwna jestem... nieraz M musial podczas roty po hot dogi jezdzic na orlen bo inaczej nie dałam rady 

ale to zdawkowo raczej. Teraz każde z nas jakby w innym swiecie żyło - ja się martwię zmianami, jakie nas czekają za tak niedługo, martwię się BARDZO bo czuję, że dla mnie to nie czas na te zmiany. Do tego mam chyba jakieś wewnętrzne pretensje do niego, że to przez jego pracę, przez jego ambicje, znów musimy się przeprowadzać. A on - w robocie się męczy - jak zwykle ponad to, co musi, bo już taki jest. O kasę się oboje martwimy. Ja dodatkowo o zdrowie dzieci - jeszcze znajoma urodziła ze 2 tyg.temu wcześniaka i jakoś usiłuję ją wspierać, ale kosztuje mnie to SPORO. A do tego tak zwyczajnie mi podpadł, bo znów nie dotrzymał danego mi slowa, mimo że tuż przed wyjsciem mu zapowiedziałam, że to coś w rodzaju testu (oczywiscie chodzi o pierdołę, ale dla mnie miało to znaczenie, do tego - wspaniałomyślnie - wyraźnie mu to zakomunikowała,, jako że innemu gatunkowi warto wyłożyc kawę na ławę bo sam się nie domyśli). I oczywiście się nie wywiązał, czego ja już totalnie nie rozumiem i już nawet nie wnikam. Takie sytuacje sprawiają, że zaczynam się poważnie zastanawiać czy jest sens byśmy dalej razem to ciągnęli. Oczywiście wiem, że z p.widzenia kogoś, kto ma poważny problem z przemocą czy jakimś nałogiem w związku itd., te moje "rozterki" są wręcz wydumane, ale też każda z Was pewnie wie, że nie tylko przez używki można się rozstać. Wydaje mi sie, że gdyby nie dzieci, gdyby nie swiadomość, że bez wyraźnego powodu nie wolno mi pozbawiać ich taty (a tatą jest fajnym i kocha ich nad życie, zresztą z wzajemnością), to podjęłabym decyzję o rozstaniu. Ale wiadomo - tak mi się wydaje. Jak by było nikt nie wie. No kryzys i tyle. Albo coś nami wstrząśnie i się na nowo zauważymy, albo będziemy zdychać i będzie to długa agonia, wziąwszy pod uwagę choćby lata szkoły dzieci itd.