Aronia witaj! I przestań się czaić tylko zaglądaj do nas ;-)
A w temacie szczepień. Na pewno nie czuję się przymuszona czy zastraszona, bo naprawdę czytałam bardzo dużo na ten temat, znam argumenty za i przeciw i wiem też, że wyraz "obowiązkowe" nie ma nic wspólnego z nakazem prawnym. Raczej chodzi o obowiązek społeczny. Na pewno nikogo by po sądach nie ciągano, może tak tylko straszą

A jeśli chodzi o argumenty, to ja brałam pod uwagę następujące:
PRZECIW SZCZEPIENIU:
- te choroby same w sobie faktycznie nie są groźne
- istnieją udokumentowane przypadki dzieci, które zachorowały na autyzm zaraz po podaniu tej szczepionki (i jest to dla mnie przyznaję niepokojące)
ZA SZCZEPIENIEM:
- ewentualne powikłania po tych chorobach są częstsze i gorsze niż po szczepionce (chodzi np. o zapalenie opon mózgowych)
- dotychczas prowadzone badania medyczne, a było ich sporo, nie potwierdziły zależności pomiędzy autyzmem a MMR. Badania te wskazują np. że w krajach (Japonia) gdzie wycofano szczepionkę MMR liczba zachorować na autyzm nie zmalała. Nie wzrosła też od czasu wprowadzenia szczepienia MMR.
- specjaliści przypuszczają, że rzekomy związek pomiędzy MMR a autyzmem może wynikać z faktu, że autyzm zaczyna się ujawniać w tym czasie kiedy szczepi się na MMR (w 2 r.ż.)
- autyzm jest chorobą o podłożu genetycznym, co oznacza że nie może jej generować czynnik zewnętrzny.
Na dzień dzisiejszy bardziej mnie przekonują te argumenty "za" ponieważ wydają mi się logiczne. Chociaż wcale mnie nie uspokajają na 100%. Nie umiem się jednak "uchwycić" niczego innego i jest to smutne, że rodzic praktycznie sam musi podejmować taką decyzję.
Zgadzam się natomiast z opiniami lekarzy którzy twierdzą, że szczepienia mogłyby być wprowadzane później (już o tym pisałam). Wydaje mi się to logiczne, dlatego na dzień dzisiejszy skłaniam się ku szczepieniu, ale z opóźnieniem tak, jak ma to miejsce np. w Skandynawii.
Ufff... ;-)