hej .,. nie jestem mamą dyslektyką tylko osobą z dyslekcją. Do szkoły chodziłam w czasach kiedy nie było nawet mowy o diagnozie tego schorzenia .. jedynie na maturę dostałam zaświadczenie o dysortografii.
Dyslekcja w żaden sposób nie przeszkadzała w edukacji, skończyłam studia - tylko miałam tutaj ogranicznie bardziej do przedmiotów ścisłych.. W moim przypadku jedyna formą ćwiczeń było czytanie książek i przepisywanie najbardziej interesujących fragmentów. Czy pomagało nie wiem .. plus jest taki, że nauczyłam się szybko czytać. To co teraz uważam, za plus w postępowaniu moich rodziców to brak taryfy ulgowej ... , tzn przyjmowali jako rzecz oczywista pały z dyktanda .. ale po każdym takim sprawdzianie siedzieliśmy i rozpracowywaliśmy co ja widzę i co piszę a jaka jest "rzeczywistość". I tutaj jedną z trudności po stronie rodzica jest zrozumienie kiedy dziecko ma rzeczywisty problem z czymś a kiedy zasłania się dyslekcja po nie chciało mu się czegoś zrobić. Często mówiłam, ze czegoś nie rozumiem i specjalnie w danym tekście zmianiałam słowa .. aby wychodził misz-masz. Ogólnie ja lubię moją dyslekcję a w dobie sprawdzania gramatyki na komputerach nie ma z nią dużo problemów.