• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Dziewczyny ze starań 2022 - bez tabu

  • Starter tematu Starter tematu użytkownik 207953
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
Też tak uważam, ale nie wiem, czy to ogarnę- dla laika to trochę straszne, a ja jestem w tym momencie życia jak dojechana i przeciążona że nie czuję się na siłach. Z drugiej strony na taką szansę czekałam 1,5 roku i może się prędko nie powtórzyć.
Kochana - jedziesz z tym!
Nie rezygnuj z tej szansy przez pytanie „co z ciążą” - mam znajoma która zaszła w ciąże w nowej pracy (chwile po zmianie) ale po pierwsze dobrze się czuła, lubiła swoją prace i prawie do 8 miesiąca pracowała. Tam spokojnie na nią czekali jak była na macierzyńskim (wzięli kogoś na zastępstwo), nawet w miedzy czasie dawali podwyżki to jej tez dali. Kazdy pracodawca liczy się z tym ze kobieta w wieku rozrodczym może zajść w ciąże i jest to normalne.

Nie bój się czy sobie poradzisz - tylko przyjmując prace będziesz to wiedziała.
I ja myśle ze w tym przypadku lepiej żałować, że się coś zrobiło niż, że się nie zrobiło.
 
reklama
Zgadzam się w 100%. Nie zakładam, że będę doskonałą matką, i na pewno nie chciałabym, żeby wymagania świata wobec mnie były większe, jako że idę drogą in vitro - co by oznaczać miało, że nie mam żadnych wątpliwości, tak? Że jest to priorytet mojego życia i będę w tym najlepsza..?
W Polsce zdania na ten temat są podzielone ;)... W sensie na temat pójścia drogą in vitro. Generalnie w ogólnej świadomości to bardzo często zabijanie dzieci nienarodzonych, eksperyment medyczny, pójście na łatwiznę. Więc ciężko powiedzieć jakie są wymagania ;D. Ale podejrzewam, że "sama chciałaś, to teraz nie narzekaj".
 
W Polsce zdania na ten temat są podzielone ;)... W sensie na temat pójścia drogą in vitro. Generalnie w ogólnej świadomości to bardzo często zabijanie dzieci nienarodzonych, eksperyment medyczny, pójście na łatwiznę. Więc ciężko powiedzieć jakie są wymagania ;D. Ale podejrzewam, że "sama chciałaś, to teraz nie narzekaj".
no i się wkurvviłam.
Już kiedyś mówiłam, że odkąd zmagam się z niepłodbością i w tym siedzę, to dużo bardziej mnie denerwuje jak ktoś mówi negatywnie na temat in vitro. Pójście na łatwiznę? No nic tylko walnć w ten durny ryj.
 
Kochane muszę się Wam uzewnętrznić bo jak staremu po raz kolejny zacznę to smęcić to będzie dramat. Będzie smętnie. Mam w pms powracające pytanie w głowie - czy gdybym była młodsza to czy było by inaczej. I jak już mi się wydaje, że sobie z tym poradziłam to dalej to pytanie wraca.
Ja mam świadomość ze moje pytanie jest głupie bo po pierwsze choćbym stanęła na rzęsach to tego nie sprawdzę, czasu nie cofnę.
Jednoczesnie do czasu pierwszego poronienia miałam poczucie ze uwielbiam swoje życie i żyje tak jak chce. Zrealizowałam swoje plany w zakresie edukacji, zawodowym ( miałam super zakres obowiązków i dziś mogę siebie nazwać specjalista). Pielęgnowaliśmy ze Starym swój związek pomimo życia przez 4 lata na odległość, jestem w zadawalającej mnie sytuacji finansowej. Były lata, że raz na miesiąca albo dwa jechaliśmy na mały wypad, w tym 2 razy w roku za granice.
I pamietam dzień w którym pomyślałam - ale jest dobrze, ciekawe kiedy się to dobrze spierdoli. Nie musiałam czekać pół roku i zaczęło się sypać. Jakbym wtedy wypowiedziała jakieś zaklęcie :/

I nie pisze tego żeby się chwalić tylko od listopada (drugie poronienie) to wszytsko w mojej głowie przepadło. Nagle poczułam się stara, niespełniona i jakby mi życie przeleciało przez palce. 25 dni w miesiącu wiem ze jest inaczej ale w 2 dni czuje się jak przegryw. I ja już nie wiem co mam z tym zrobić. Bo faktycznie w okresie po śmierci mamy przestałam tak o sobie myśleć i myślałam ze mam to za sobą a dzisiaj się obudziłam i jestem rozwalona.
Możecie ojojać

Ojojuję.
Pamiętaj o 4 prawach karmicznych ;-) - wszystko dzieje się w odpowiednim momencie... może czasem łatwiej się tego trzymać... Wiele razy zazdrościłam osobom, którym wszystko się szybko pięknie ułożyło, ale... każdy ma swój zestaw rzeczy do przejścia, wcześniej czy później. Z porównywania się w sumie nigdy nic dobrego nie wychodzi, chociaż trudno się od tego powstrzymać. Bo cóż? Nie mam ani dziecka, ani idealnej sytuacji finansowej, ani dobrej pracy, ani spełnienia zawodowego, ani super rodziny... hej, w sumie nic nie mam? Czy mogłabym chociaż część z tego zmienić, gdybym np. wybrała inne studia? Czy byłabym bogata, ustawiona i z gromadką dzieci? Szczęśliwa...?
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry