Ja się robię tyćko samolubna. Jak tu czytam jak was mężowie rozpieszczają to ja też tak chcę. Wczoraj dałam za przykład mojemu M męża Aśki, że pierogi lepi, to mnie wyśmiał, ale wyłudziłam, że ma poprosić teściową o pierogi z kapustą i grzybami na weekend, bo nie wiadomo czy doczekam świąt żeby je zjeść. A że chciałabym przenosić do stycznia, a plany mi nigdy nie wychodzą to pewnie przed świętami urodzę.
Wiecie co, porodu się narazie nie boję, ale zaczyna mnie nękać myśl, że trafi mi się jakiś 4,5kg syn, a ja chcę rodzić naturalnie. No i naczytałam się, że można w jakiś sposób uniknąć nacięcia krocza i zaczynam mieć na tym punkcie obsesję, bo źle to wspominam.