Asienka swego czasu pisałam właśnie na wątku o dochudzaniu o moich znajomych. Jesteśmy jedyni z mężem, którzy mają dziecko. Mamy po 24 lata. Obracamy się wsród ludzi starszych i młodszych, różnie. Zauważyliśmy, że większość z bliskich nam ludzi woli wygodne życie. Wycieczki, praca, brak stabilnej sytuacji życiowej-tak to u nich wygląda. Zostaliśmy trochę z mężem odseparowani. Nie zapraszają już P na ryby, ja jestem odwiedzana tylko w domu i to jak ktoś ma czas i sobie o mnie przypomni. Nie jesteśmy im do niczego potrzebni z dzieckiem. Zostały 2-3 osoby, które odwiedzają, dzwonią częściej. Jest jedna taka para, z którą właśnie się spotykamy i widzę w koleżance, że ona chce ale coś nie bardzo idzie im, jej mąż nie chce nawet mojej córki dotknąć. Boi się ją wziąć na ręce, dziwnie mu gdy ona jest gdzieś obok niego. Zazwyczaj koleżanka mówi, że nie jeszcze nie, że starają się o kredyt, że praca, ale widzę jak bardzo chce przekonać swego męża do małej a on nic. Mają chyba jakiś problem i to wszystko to chyba jedna wielka wymówka. Potrafi 1 dnia mówić, że moje dziecko jest brzydkie, ma odstające uszy-bo ma

)a na 2 dzień brać ją na ręce i mocno tulić(chociaż nie bardzo umie się z dziećmi obchodzić i jak trzyma Ninę to serce mi wali, że zaraz będę zbierać ją z podłogi)-wczoraj 1 raz trzymała ją na rękach a Nina ma już prawie 8 miesięcy. Ja nie umiem powiedzieć, że jakieś dziecko jest brzydkie, głupie itd... Dla mnie każde dziecko jest wyjątkowe i strasznie cierpię jak widzę krzywdę dziecka, często reaguję. Nie wiem dlaczego ludzie mogą mówić takie teksty jak Twój brat albo moja koleżanka. Nie mają wyobraźni.
A tak poza tematem to widzę, że z Poznania jesteś-kocham to miasto, mieszkałam tam 3 lata, 2 lata już mieszkam na Mazurach i ciągle tęsknię za Poznaniem.