Ja z moimi maluszkami nigdy nie miałam problemu ze spaniem. Na szczęście mieszkamy sami, bo babcie na pewno zrobiły by to samo!
Pracowałam jednak przez rok jako niania i 10-miesięczna Martynia nie umiała sama zasypiać, nawet na spacerze w wózku ( co mnie przeraziło, kiedy jej mama mi to pokazywała), trzeba ją był przytrzymywać za ramionka, żeby się nie podnosiła i telepać wózkiem, nie, chociaż to złe określenie, - rzucać wózkiem, żeby usnęła i tak przez dwadzieścia minut. Wstyd mi było na ulicy, więc na początek po prostu pozwalałam jej nie spać ile jej się podoba, odnoisło skutek! Na początku chodziła spać godzikę później. A cały czas sobie spacerowłyśmy i pokazywałam jej ptaszki i inne tam pierdółki. Po tygodniu Martysia chodziła już spać o "swojej" godzinie.
Koszmar się zaczął, kiedy przyszła jesień i tzrba było siedzieć w domu, bo non stop padał deszcz. Martynka zasypiała tylko na rękach. Bujanie i spiewanie przez godzinę minimum, nawet wózek nie wchodził w grę. Serce mi pękało z żalu kiedy płakała, ale tak uzgodniłam z jej mamą i zostawiałam ją samą w łóżeczku, mówiąc, że idziemy spać. Co jakieś pięć minut zaglądałam, brałam na ręce, przytulałam, uspokajałam i z powrotem do łużeczka. Chciałam już się poddać, bo biedne dziecko męczyło się przez godzinę do dwóch, ale któregoś dnia została w łóżeczku książeczka i Martynka oglądała ją aż usnęła - połamana, na siedząco! Powoli przez następne kilka tygodni udało nam się! Martnka wołała "aaa" i kładłam ją do łóżeczka, przykrywałam kocykiem, a ona zamykała oczka. Zawsze musiała dostać buziaczka! Później wyjęłyśmy szczebelki i Martynia dawała mi buzi, brała za rękę, prowadziła do łóżeczka, kładła się i zasypiała, jak tylko przykryłam ją kocykiem. Jednakże, co było bardzo ważne, podczas zabawy starałam się żeby miała jak najwięcej ruchu. Dopiero na godzinkę przed spanie wyciszałyśmy się - to już z doświadczenia z moim Konradkiem - czytałyśmy książeczki, były przytulanki itp.
Kładłyśmy też spać laki, dla chłopców można autka.
Jednak każde dziecko jest inne i liczy się przede wszystkim konsekwencja, bo jeżeli raz jest tak a natępny inaczej, to dziecko się w tym gubi. Trzeba stworzyć takie małe wspólne rytuały.
życzę powodzenia i pozdrawiam :laugh: