reklama

Jak to się skończy?

Temat na forum 'Zwierzenia' rozpoczęty przez baranek252, 2 Kwiecień 2008.

  1. baranek252

    baranek252 mama Lenki

    Jak myślicie czy istnieje Bóg skoro pozwala cierpieć maleństwom?!
    Starania o dzidziusia trwały trzy lata. Dzień w którym okazało się, że jestem w ciąży był najszczęśliwszym dniem w naszym życiu. Pracowałam tylko przez pierwsze cztery miesiące (ze względu na charakter pracy), zrobiliśmy wszystkie niezbędne i dla pewności kilka zbędnych badań. Ciąża przebiegała bardzo dobrze, nie paliłam, nie piłam alkoholu, dobrze się odżywiałam, tylko pod koniec szóstego miesiąca okazało się, że mam cukrzycę ciążową ale wystarczyło tylko przejść na dietę i badanie poziomu cukru cztery razy dziennie. W ósmym miesiącu na usg wyszło, że mam za dużo wód płodowych (AFI 24). Położyli mnie na patologii żeby stwierdzić przyczynę. Po tygodniu leżenia i wielokrotnych badaniach usg nie można było zlokalizować żołądka. Wtedy tak naprawdę wszystko się zaczęło. Wypisali mnie ze szpitala i dali skierowanie na badania do ośrodka o wyższej preferencji (tak na marginesie do Wrocławia na ul Dyrekcyjną). Tam po długich godzinach oczekiwania odesłali mnie do domu bez żadnych badań i wręczyli skierowanie na następny dzień. ( Bo po co robić mi dzisiaj usg skoro jutro tam będę leżeć!). Nie doczekałam następnego dnia. Wieczorem zaczęły mi odchodzić wody i pojechaliśmy do szpitala ( do tego z którego mnie wcześniej wypisali bo tam miałam tylko 15km a do Wrocławia 60km). Położyli mnie na porodówce, podali kroplówkę i podłączyli do ktg. Tak leżałam 12h i o godz 13,25 wspólnie z moim ukochanym mężem urodziliśmy cudowną dziewczynkę. Po wstępnych badaniach na sali porodowej okazało się, że mała ma zrośnięty przełyk i muszą ją odesłać do innego szpitala na chirurgię. Widziałam ją 10 sekund. Zaraz po dotarciu Lenka miała operację zespolenia przełyku metodą laparoskopową. Zaczął się koszmar. Ja na porodówce z innymi mamami przytulającymi i karmiącymi swoje dzieci a ona samiuteńka w innym mieście. Po dwóch dobach wypisali mnie ze szpitala i natychmiast pojechałam do maleństwa. Operacja udała się, nie było powikłań, wszystko ładnie się goiło, nauczyła się ssać i jadła coraz więcej. Wszystko wskazywało na to że niedługo będzie w domu. Czekał ją jeszcze tylko jeden zabieg poszerzania przełyku, bo w miejscu blizny się zawężył przełyk (normalne). W trakcie poszerzania okazało się, że zwężenie jest tak małe iż nie da się poszerzyća w dodatku zrobił się przeciek i trzeba operować, tym razem tradycyjnie przez rozcięcie klatki piersiowej. Teraz nasze maleństwo znów leży na intensywnej terapii, znów jest w śpiączce, a my znów jesteśmy w roapaczy. Wszyscy lekarze zapewniają nas że wszystko będzie dobrze, że to normalne ale za pierwszym razem też tak mówili. Mamy nadzieję, że wszystko się poukłada, że mała wyzdrowieje ale to jest takie trudne. Dlaczego Bóg pozwala na to. Nie mogę przestać myśleć o tym co złego zrobiliśmy, dlaczego ona musi tak cierpieć. Cały czas się modlę ale czy Bóg mnie słyszy?
    Czy wśród was a może waszych znajomy jest ktoś kto miał styczność z taką wadą - atrezja przełyku z przetoką tchawiczo-przełykową? Tak mało wiemy na ten temat, mimi że w internecie można dużo znaleźć
     
  2. mamaEmilki2005

    mamaEmilki2005 Justyna,potrójna mama...

    baranek252 bardzo Wam współczuję. Wolę nie myśleć jak serce boli gdy cierpi własne dziecko - a my rodzice nie możemy mu pomóc. Musicie jednak wierzyć że maleńka wyzdrowieje, że będzie radosną dziewczynką. Pytasz czy Bóg istnieje. Ja na innym wątku (dot. małej Majeczki, która dzielnie walczyła) przeczytałam bardzo ważną dla mnie rzecz. Te słowa naprawdę zmieniły moje postrzeganie świata, Boga,człowieka - a mianowicie - nauczyliśmy się od Boga brać to co dobre, a to co jest złe i dla nas niewygodne budzi powątpiewanie w jego istnienei, w jego miłość względem ludzi i świata. Ja wiem że jest Wam ciężko ale nie traktujcie cierpienia Waszej kruszynki jako zemsty czy przeoczenia Pana Boga.
    Pomodlę się za Waszą córeńkę. Trzymaj się.
     
  3. reklama
  4. mamoośka

    mamoośka Fanka BB :)

    Baranek bardzo mi przykro z powodu waszej córeczki.Musisz wierzyć że będzie dobrze bo wiara czyni cuda,Moje dziecko też kilkakrotnie umierało/wcześniak z przełomu 25/26 tyg/.Żegnaliśmy się z nią kilkakrotnie bo jej stan był bardzo bardzo ciężki i ja zadawałam sobie wtedy pytanie dlaczego my? Czemu moje dziecko musi przez to wszystko przechodzić,jednak mocno wierzyłam w to,że będzie dobrze,Lekarze nie dawali nadzieji,potem moje dziecko miało być kaleką,ale udało się wyszła z tego obronną ręką,a wszystko dzięki wierze i wspaniałym lekarzom.Teraz jest zwinną mądrą i zdrową 2 i pół latką.Wy też mam nadzieje tego doczekacie czego wam bardzo mocno życze.
     
  5. baranek252

    baranek252 mama Lenki

    Dziękuję wam za dobre słowa. Tylko to jest takie trudne...
     
  6. mamoośka

    mamoośka Fanka BB :)

    Baranek ja cię bardzo dobrze rozumiem.Wiem co teraz przeżywasz i przez co przechodzisz.Każda mama w takiej sytuacji chyba myśli podobnie i nurtują ją takie pytania,ma wątpliwości.Musisz wierzyć w swoje dziecko i być silna.Ono czuje i twój niepokój mu się udziela.Głowa do góry,będzie dobrze.
     
  7. mimibest

    mimibest Mama Marysi 06.10.2007r

    Baranek nie ma co to przybierać sobie do głowy najgorszego scenariusza...operacja na pewno się uda, musisz w to wierzyć, dzidzia będzie zdrowa :tak:
     
  8. iiwka

    iiwka Gość

    Dziecko moich znajomych ma taką wadę. Ma już 15 miesięcy ale nie było ani razu w domu. Liczę że wszystko się poprawi u Ciebie i u nich.
     
  9. MamaNastki

    MamaNastki Mamusie październikowe 07

    baranek252 nie wiem co mam napisac bo nie bylam w takiej sytuacji ale gleboko wierze w to ze mala Lenka w koncu wyjdzie ze szpitala i bedzie tak ze mala nawet nie bedzie wiedziala w przyszlosci ze bylo cos nie tak:-),uwierz w to ze bedzie dobrze bo ma byc i juz :tak: i nawet nie mysl inaczej.Ja tez w to wierze kazdego dnia i kazdego dnia jest coraz lepiej:tak:.
    Wspolczuje ogromnie ale zobaczysz bedzie dobrze
     
  10. reklama

Poleć forum