Witam wszystkie panie, podczytuję Was już od jakiegoś czasu i w końcu postanowiłam do Was dołączyć. Mam 37 lat i jest to moja pierwsza, długo wyczekiwana ciąża. Według aplikacji 7 +3 , termin na 15 kwietnia. Zaczęła się dość nietypowo i niezbyt fajnie bo już w 4 tygodniu wylądowałam na patologii ciąży. Otóż na 1,5 tygodnia przed spodziewanym okresem zaczęły się plamienia, myślałam, że to miesiączka (chociaż nigdy takich objawów nie miałam) na dwa dni przed spodziewanym terminem dostałam całodniowych nudności i zaczęłam częściej chodzić do toalety. Coś mnie tknęło. Test ciążowy w dniu spodziewanej miesiączki pokazał dwie kreski, a wieczorem znowu plamienie. Zdenerwowana pojechałam na izbę przyjęć. Po zbadaniu padło podejrzenie ciąży pozamacicznej bo w macicy nic nie było widać. Na drugi dzień beta potwierdziła ciążę, kolejne badanie i beta pięknie przyrosła. Pozostałe badania w porządku ( w tym progesteron ok), plamienia ustąpiły i wypisano mnie do domu. Jednak lekarza, który mnie wypisywał coś tknęło i przed samym wypisem zrobił USG, które w macicy pokazało dwie kropeczki. Jednak na drugi dzień pod spacerze znowu plamienie. Plamienia nie ustępują do tej pory, mam dużo leżeć, odpoczywać i czekać. Leków nie dostałam bo progesteron w normie i nie chcą przestymulować. Beta ładnie przyrasta, morfologia w porządku, bólów brzucha brak, jedynie niepokoją mnie ostatnie wyniki badań moczu, które wykazały prawdopodobnie zapalenie układu moczowego ( zobaczymy co powie lekarz we wtorek 3.09). Ogólnie mam wszystkie możliwe objawy ciąży. Piersi bolą i w ciągu tygodnia powiększyły się z B do D

nudności cały dzień i w nocy ( na szczęście nie wymiotuję), senność, zmęczenie, częste odwiedzanie toalety, w ogóle są dni, że jestem nie do życia. Tylko te plamienia. Lekarz mówi żeby się nie przejmować, ale jak się nie przejmować gdy prawie codziennie plamka na wkładce. Nigdy nie sądziłam, że ciąża to taki stres.