Położyłam się na chwilę, i Hania szaleje...
Ale nie wiem, czy coś powinnam dzisiaj robić [emoji23]
O poszedł że swieconką, a wcześniej przygotowywałam koszyczek - wszystko poukladałam, ułożyłam, i czegoś mi brakuje... Cholera - jajka... [emoji33]
Patrzę na zegarek - ok, zdążą się ugotować... Wstawiłam 3 do garnka, gotuję... Po chwili patrzę - wszystkie pęknięte [emoji20] powtórka, nowe jajka, itd.. Za drugim razem się udało... Do gotowania dorzuciłam barwnik, okazało się, że zaczął schodzić...
Mam łaciate jajka...
Potem wzięłam się za gotowanie...
Najpierw spaliłam ciecierzycę, potem, jak ją ugotowałam drugi raz, to pół blendera wylądowało na podłodze, tzn nie całkiem, bo cześć jeszcze na blacie i w moim kubku z herbatą... Pierwszy raz w życiu nie zsiadł mi się majonez, musiałam dodatkowo zagęszczać...
A poza tym cały czas coś mi spada, coś nie wychodzi itd...
Masakra jakaś, ciekawe, co będzie dalej...?