Hej. Dołączam do Was mam nadzieje na dłużej.
Nie wiem od czego zacząć, bo sama nie mogę uwierzyć w to co się dzieje

Mam na pokładzie roczniaka, który jest naszym tęczowym dzieckiem po dwóch stratach. Za jakiś czas chcieliśmy strać się o kolejne dziecko. Poszłam we wrześniu i październiku do lekarza, aby wszystko kontrolować ze względu na pcos i inne moje problemy zdrowotne. W październiku 12 dc lekarz powiedział, że ten cykl będzie bez owulacji, bo nie ma pęcherzyka dominującego. Czekałam tak sobie na miesiączkę, bo miałam robić badania hormonalne na początku cyklu. Oczywiście się nie doczekałam. Kilka dni temu naszła mnie myśl, która nie chciała mi dać spokoju- ciąża. Jeden test, drugi bladziutkie dwie kreski.
7.11 beta- 70,5/ 9.11- 183,2
Nie wiem, co nam myśleć. Czy to możliwe, ze nie było pęcherzyka dominującego, a jednak ta owulacja była później? Martwi mnie, że nie mam żadnych objawów fizycznych oprócz delikatnego dyskomfortu w podbrzuszu (chwilowe, szybko mija). W poprzednich ciążach zawsze było mi okropnie nie dobrze.
Do lekarza zapisałam się 21.11. Myśle, że to taki optymalny termin. Zastanawiam się czy robić bete w przyszłym tygodniu, czy już nie stresować się i czekać na wizytę