Werci wszystkiego dobrego życzymy! :-)
Dziękuję za Wasze wczorajsze zrozumienie. Dziś już z lekkim dystansem na to patrzę. Z siostrą pogadałam (ona ma o niebo lepiej, bo mieszka z mamą, ale i tak zauważa, że brat to ten z "chorym skrzydełkiem"). W każdym razie mama ma dzisiaj dzień dobroci chyba bo z Julką została jak poszłam po TYmka (nawet nie protestowała jak powiedziałam, że zakupy muszę zrobić, bo lodówka pusta), a teraz przyniosła mu naleśniki. I jak się obudzi, to ma do niej iść na ogród - normalnie w szoku jestem. I skorzystam, bo nie chcę, żeby TYmcio od JUlki katar złapał, więc niech nie będą razem. Z prawem jazdy będziemy sobie jakoś radzić, bo zrezygnować nie mam zamiaru. Tym, które kciuki trzymały dziękuję bardzo. Decyzja podjęta i powoli wdrażana - jak się uda, to będzie cudnie. Mąż miał mi pomagać w tym "nowym", a już rano mnie wyprowadził z równowagi. Zatem zdecydowałam, że robię to dla siebie, oby z odpowiednią wytrwałością.
Haszi, ja się martwię o Tymka, bo mam wrażenie, że coś z nim ostatnio nie halo. Tłumaczę sobie, że jest przemęczony, niedospany, ale jak dzisiaj znów zobaczyłam czarno granatowe baloniki na jego rysunku, to... chyba czuję się bezradna. Nie wiem co jest grane. Kłócimy się z M znacznie mniej, niż kilka miesięcy temu. Staram się, żeby mu się nie nudziło. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to to, że poświęcam mu za mało czasu - tak, żeby być tylko z nim i coś mu czytać, rysować... Julka jednak jest dość absorbująca, a i w domu zawsze jest coś do zrobienia. No nic... Jak się to nie zmieni, to odwiedzimy panią psycholog.
Z tego co widzę, Tymek jest raczej lubiany przez dzieci - głównie przez dziewczynki chyba... Zawsze jak go zaprowadzamy, to one już w drzwiach na niego czekają. Ostatnio słyszę też, że bawi się z Krzysiem. No nie wiem. Raczej frekwencję ma dobrą, więc nie ma kiedy wypaść z rytmu przedszkolnego. Panie bardzo serdeczne zawsze. Ech...
Pabla, dobrze, że złość Ci przeszła. Ja już się tak przyzwyczaiłam do samotnych spacerów, że nie wyobrażam sobie inaczej. Jak M jest wolny, to jeździmy do parku na plac zabaw. Generalnie spaceruję sama z dzieciakami.
Tosika, w temacie wyjazdu się wtrącę. Z Tymkiem byliśmy pierwszy raz w Turcji jak miał 16 miesięcy i słoiczki owszem brałam, ale wodę dawaliśmy normalną, butelkowaną, z tym że zawsze otwartą w dniu podawania. Ona jest przecież ok. Cyc na pewno bardzo Ci pomoże. Jedno co by mnie zastanawiało, to czy puszczać dziecię do piachu na plaży. To jeden wielki syf, a ręce Jula ma cały czas w buzi. A... No i ja podawałam Tymiemu lacidofil już parę dni przed wyjazdem. No i często psikałam w nos wodą morską w samolocie - mimo to trzy razy byliśmy i trzy razy miał katar.
Madzia, oby się z mieszkankiem udało.
Moja nuda pospała :-( Ale za to Tymi śpi, więc chociaż tyle.