Nosz kurcze wkurzyłam się!
Moja koleżanka z poprzedniej pracy w sobotę robi roczne urodzinki swojej córki. Zaprosiła nas wszystkie z poprzedniej pracy i dużo odmówiło no i w tym ja bo:
1. Nie mam czym pojechać, samochodem sama nie chcę to ok 50km w jedną stronę, autobusu ode mnie nie ma tam żadnego.
2. W ten weekend powoli będziemy przewozić rzeczy do mieszkania i je ogarniać więc wolałabym zrobić to żeby się wyrobić zanim mały nas zaskoczy.
3. Niezbyt lubię ją odwiedzać bo w sumie samotnie wychowuje dziecko i pomaga jej Mama, którą ta koleżanka ma za największą przyjaciółkę (no i ok fajnie, że mają takie relacje) ale! mama wie wszystko, jak śpi kiedy i w jaki sposób kocha się z ojcem dziecka, jestem w stanie zaryzykować, że zna nawet pozycje i ilość orgazmów, wie dosłownie wszystko o tej mojej koleżance i ojcu jej dziecka. Wie też wszystko o wszystkich jej koleżankach bo sobie mówią i rozmawiają o wszystkim.Koleżanka niby ma partnera, ale to Pan muzułmanin mieszkający i pracujący za granicą który notorycznie ją zdradza (ona o tym wie - jej Mama też!

), ale latają do niego za granicę a to na tydzień a to dwa a teraz lecą na miesiąc...chora historia ogólnie. I nie lubię przebywać w ich towarzystwie bo ta matka wie wszystko i ma strasznie głupie komentarze poza tym rozmowa kręci się wokół tematu jej córki i "zięcia" nie ma gadki na inny temat tylko Kasia to Kasia tamto, a na Kasie wszyscy patrza, a za Kasią sie oglądaja a ten jej to tak Kasi gładził włosy...ech jakoś nie mam ochoty spędzać soboty słuchając historii o Kasi i jej "wspaniałym" mężczyźnie.
4. Serio mi ciężko już z tym brzuszkiem i jakoś nie wyobrażam sobie telepać się tam kombinować dojazd powrót i w ogóle jakoś nie mam ochoty na takie spotkanie.
i teraz uwaga:
koleżanki które jadą obraziły się bo wszyscy odmawiają Kasi i jest jej przykro...no heloł to mam tam dymać w 9 miesiącu ciąży bo żeby się Kasia nie pogniewała, że ja też nie przyjadę? no super....