tez wizja porodu w lipcu mi sie nie podoba, boje sie ze popuchne tak jak siostra (wygladala jak Fiona ze Shreka), stala sie taka ociezala, strasznie sie meczyla. co do mieszkania to okna mam tylko na jednej scianie, nie da sie wywietrzyc, w miescie jest jakas inna cyrkulacja powietrza, no jest ogolnie cieplej, zanim paszport wyrobie i bede mogla sie schronic u mamy w pl to minimum miesiac minie i brac takie malenstwo w 4h podroz, hm... G urodzil sie w kwietniu, latem non stop mial potowki, meczyl sie w nocy, schladzac go musialam mokrym reczniczkiem. Cale dnie spedzalam z nim w parku w cieniu, na mieszkaniu nie dalo sie wysiedziec... karmilam go piersia wiec musialam myslec tylko o jedzeniu dla siebie i mezula. a co z G? zawsze ma obiad po przedszkolu w domu, czy wysiedzi mi tyle na dworze do wieczora. oj martwie sie tym. cos bede musiala wymyslic...
ja i G strasznie znosimy klime i samochodowa i w mieszkaniu zawsze nam gardlo chwyta. zawsze sie kloce z M, zeby nie wlaczal, a jak juz musi to kilka stopni roznicy niz na zewnatrz.
a co do rozstepow na cyckach, to ja dumna posiadaczka rozmiaru D jestem cala w paski, a stalo sie to jak przyszedl nawal pokarmu, byly ciezkie, skora nie wytrzymalam, choc smarowalam cialo kilogramami specifikow...
moje dziecko spi od 16, chyba mi sie nie oplaca klasc, dzien z noca znowu pomylil i o 24 zaraz zacznie wymyslac kanapeczki, kakałko, jogurcik...
ja tez kocham jesien!