Hihi a mi się śniło, że to już. Że zaczęłam rodzić i musiałam jechać do szpitala, a ja wstałam i mówię do Piotrka, że nie mam ubranek dla dziecka do szpitala, remont nie skończony i ja nigdzie nie jadę.
A ryby też mi się śniły. Łowiłam razem z dziadkiem w Bugu, ale jakie!!! Takie jak Piotrek ma w akwarium. Pływały takie wielkie żółte skalary i było ich tam pełno, takich akwariowych. Dziadek przywalił jednej takiej długiej, wężowatej deską w łeb, ryba straciła przytomność na chwilę (ale głupie!!!) i wtedy ja ją złapałam w ręce i niosłam przez Bug. Moczyłam ją co chwilę, żeby się nie udusiła, a ona wystawiała wtedy pysk z wody jakby się topiła w rzece, a na powietrzu czuła się dobrze.
Ha! I która się podejmie interpretacji?? Dzisiaj andrzejki.