Hej hej
My już po weekendzie.
Przepraszam,że nie odpisuje każdej z Was,ale nawet nie dałam rady poczytać wszystkiego.
No i teraz jestem,ale przelotem.
Fajna pogoda na pranie,bo słonecznie ale bardzo wietrznie,a że wróciliśmy oczywiście ze stertą brudów to piore i piore.Już drugie się robi.
No i oczywiście sprzątanie,zaraz obiad
Matt dał mi nieźle popalić w nocy.Grhhh jak sobie przypomne.
Niewiem kompletnie co mu było.
Nie chciał jeść,nie płakał rzewnymi łzami ani nic go nie bolało.
Ale od 24:30 do 3 nie spał.
Jak tylko go się położyło na brzuch to wielki banan i śmiech

A jak na plecy to marudyzm...czyżby się wyspał i chciał pogadać z nami

Wziełam go na chwile do nas a ten myk na brzuch i o mało głowa mu nie odpadła tak na nas lookał>to w jedną strone na mnie to w drugą na M.
A przy tym salwy śmiechu i wielki banan na buzi.
No myślałam,że już go powiesze za syry i na dwór wystawie


Usnąl o 3 na 1,5 godzinki.A później od nowa.Ale wtedy nie miał już kompanów i po 30 minutowym nawoływaniu a raczej darciu się skapitulował

Ciężki ten mój synal


Dziś będzie oduczany od nocnego jedzenia.
A tak wogóle dziewczynki to:
Dnie urocze, piękne, młode
W drodze życia napotkamy,
Ale jednym z najpiękniejszych
Będzie dzień Mamy.
Więc serdecznie Ci winszuj,
Aby przez ten dzionek cały
Tylko nuty zdrowia, szczęścia,
W Twoim sercu grały!