Cze
widzę, że temat kościoła to trudny temat... niestety ja mam podobne zdanie do mamy, nie chodzę co niedzielę do kościoła,,, jak jestem nieprzygotowana nie przyjmuję księdza, bo potrafi przyjść ok 21, kiedy kładziemy dzieci spać. Nie wiem jak będzie w tym roku mamy 12 kolędę, nie wiem jak będzie się czuł małżon i Hanka. Uwielbiam jeździć do niektórych sanktuariów i tam chłonąć atmosferę, nie lubię molochów. Nie rozumiem ludzi nietolerancyjnych, którzy próbują narzucić mi swoje jedyne słuszne stanowisko dotyczące wiary, miłości do bliźniego itp. Mam koleżankę , która zmieniła wyznanie i rozumiem to, akceptuję, kiedyś mądra osoba mi powiedziała , że Bóg docenia ludzi szukających , błądzących, ale wracających do niego, niż tych, którzy nie myślą, chodzą do kościoła, bo tak trzeba, klepią modlitwy itp.
Chrzciny też miałam ochotę odwołać, jeśli nie mogę wziąć człowieka na chrzestnego, który jest dobry, miły , uczynny, ale związał się z kobietą "po przejściach" i nie ma z nią ślubu kościelnego, to dla mnie coś nie halo. Kiedyś kościół potępiał przeszczepy, teraz popiera... pewne rzeczy mi się kłócą i sami księża nie potrafią jednoznacznej odpowiedzi udzielić, wiem, oni też są ludźmi, błądzą, ale....
Każdy ma swoje przeżycia, myśli itp. dlatego uważam, że moje zdanie jest moim zdaniem i nikomu nie będę narzucać swego stanowiska, ani moich przemyśleń, mogę jedynie się nimi podzielić, nie mnie oceniać, ani nauczać.
Moje wariują, na odpieluchowywaniu napiszę o pieluchach.;-)
A wczoraj Hanka miała imieniny, a małżon urodziny, tak byłam zmęczona tygodniem, że padłam przy usypianiu dzieci.
Znikam, bo Gośka chce ze mną szukać klocka...