Ja myślę, że to wszystko zależy od osoby, jej charakteru.
Ja bardzo chciałam karmić , bo tak.... Na początku było bardzo ciężko zero pokarmu, tona łez że jestem beznadziejna. Julek bardzo chciał, kochał być przy cycku a ja płakałam że nie mogę go karmić. Dodatkowo wszyscy codziennie się pytali jak dzwonili jak karmię i mieli 1000 rad. Wzięłam dl, cudowna babeczka i odblokowała mi głowę. Udało się! Na tym etapie sutki całe pokryzione, bolało, krew była, zaciskałam zęby i karmiłam i tylko powtarzałam. Co w tym cudownego? Wtedy powiedziałam, że będę karmić do 6 miesiąca , ale wszystko się zagoiło i ta bliskość jest dla mnie naprawdę ważna i nie wyobrażam sobie dnia, kiedy to się skończy. Tyle, że Julek to straszny Tuluś tak jak ja i mąż. Potrzebujemy przytulenia wszyscy, takie charaktery. Więc każdy patrzy na to inaczej. Ważne, żeby robić to co się chce a nie co wypada.