Kurde dziewczyny chyba mnie cos trafi dzis. Mloda nieznośna, cały dzień maruda jak cały tydzień. Wszystkie drzemki usypianie na rękach jak nigdy, bujanie, noszenie, płacz itp... ok spoko, myślę sobie wroci stary to ją teoche zajmie. Oczywiście mial swoje sprawy. Młodą umyłam, ogarnelam, leki podałam. Ja do usypiania i oczywiście wojna z małą. Placz, noszenie na rękach itp. Stary w tym czasie zero przejęcia ogarniał siebie, położył się do spania. I wiecie co ? Ja po pol godzinnej walce z małą odkładam ją do lozeczka bo przysypiac zaczela. Bujam ją wyczerpana juz. Q jemu się nagle cos przypomniało i sie zerwał po jakas malo istotna w danej chwili rzecz. I co? I mala z płaczem soe rozbudziła, krzyk, płacz. I kolejne 20 minut lalunia....
Chyba nadeszła czarna chmura i ciche dni. Bo juz nie wytrzymałam...