OOOO, fajny temat :-) ja o dzieciach wiem sporo. Moje pierwsze już od chwili pojawienia się w domu wyło całymi dniami i nocami bo biedactwo miało zapalenie pęcherza, więc trzeba było wstać, utulić, czasem nawet do łóżeczka wziąć. Drugie też wyło całymi nocami bo było wiecznie głodne i nienawidziło być same. No i robiło pod siebie, na siebie i wszędzie. Więc też sobie nie pospałam przy tym drugim. No i te choroby, wizyty u lekarza...i pobrudzone ściany i tapicerki i poniszczone zabawki...A te nerwy jak wypadały ząbki mleczne...Ale udało mi się, pociechy mają 2 i 3 lata, ważą po 40 kilo, są piękne, posłuszne i oczywiście jak to owczarki niemieckie przemądre

Mam wrażenie, że przy dzieciątku te emocje i nerwy będą razy tysiąc, ale damy radę

w końcu to coś jak najbardziej naturalnego

ale do szkoły rodzenia wybieram się z M., wiedzy nigdy nie za mało. Dobra a teraz bez ściemy - ja jestem do tego stopnia zielona, że bałam się koleżanki miesięczną córcię na ręce wziąć, żeby jej krzywdy nie zrobić

. I JESTEM PRZERAŻONA!!!!




Mam nadzieję, że bejbi bedzie wyrozumiałe

Pozdrawiam cieplutko
