A mnie jakaś chandra dopadła. Byłam z rodzicami i chłopakiem u babci, babcia poczęstowała winkiem, a ja oczywiście nie mogę. Potem gdzieś była mowa o jeździe na łyżwach, i też mi się przykro zrobiło, że ja nie mogę i pewnie długo nie będę miała jak, bo z małym dzieckiem też nie bardzo (w sumie nie wiem, co mnie te łyżwy tak ruszyły, bo nie jeździłam jakieś 10 lat). I tak mnie znowu naszło, że teraz tyle rzeczy nie mogę, a nawet jak już będę mogła, to ciężko będzie zorganizować ze względu na małe dziecko. I tu pytanie do aktualnych mam (a nie przyszłych) - jak to u was wygląda? Udaje się wam gdzieś wyjść tylko z mężem, czy na pierwsze kilka lat życia dziecka trzeba o tym zapomnieć?

Spałam do 10 i potem sobie leżałam. Udało mi się wyjść z synem na krótki spacer, dość zimno, ale trzeba było się przewietrzyć.