13x13 mam podobnie

Mi sie w ogole nie spieszy i nawet mam taka nadzieje, ze przenosze. Zreszta ten pospiech do uwolnienia sie od tej ciążowej ociężałosci jest pozorny - po po porodzie odpaczac bedzie trudniej, nie latwiej.
Rozumiem jednak tez kobiety, ktorym juz po porstu jest bardzo ciężko i ociężale, ktorym doskwieraja rozne niezbyt fajne dolegliwosci. My mozemy miec pobozne zyczenie co do daty porodu, a wplywu na to i tak niewiele mamy... chyba ze ktos ma cc planowana. Ale pocieszac sie gromadnie mozemy
Ja w porownaniu do poczatku ciazy - a wlasciwie do pierwszych pieciu miesiecy totalnego kataklizmu fizjologicznego (wymioty codzienne, omdlewanie, koniecznosc lezenia), emocjonalnego i duchowego - ten okres w ktorym jestem teraz traktuje jako najcudowniejsze doznania swiata!
Wole 6 razy w nocy wstawac siku, żyć z rwą czy opuchnietymi stopami niz heftać 6 razy dziennie, omdlewać przy każdym wyjsciu z domu czy spac 20h na dobe - a przezylam tego 5 miesiecy. Jestem strasznie wdzieczna ze teraz jest o niebo lepiej
Zreszta inna sprawa - u nas majowek naprawde jest wyjatkowo bo polowa kwietnia juz a u zadnej z nas 0 akcji czy nawet falszywego alarmu. Ja podczytywalam kwietniowki to u nich o analogicznej porze polowa chyba juz urodzila... (!)
No i nie mowiac juz o tym ze kazda z nas juz wyczekuje zeby to malenstwo ujrzec, a kazda jest juz tez w teoretycznie bezpiecznym okresie bo pewno juz po 34 tc. A nie tak dawno przeciez pamietacie ile mialysmy alarmow? Rozwierajacych sie szyjek, podejrzen saczenia wod czy innych rzeczy, gdzie gnalysmy na IP.
Po prostu - kazda z nas juz coraz mniej cierpliwa
