Dzień dobry!
Cosmolady, aż brak słów na Twoją teściową zołzę. Też bym się wyprowadziła, a babska unikała aż do śmierci.
Kamilka, nieładnie, że mama i teściowa wypowiadają się negatywnie o sukni. Wiadomo, różne są gusta, są różnice między pokoleniami.... dałyby już spokój!
U nas cały ślub był załatwiany w miesiąc (nie mieliśmy powodu żeby przyspieszać, ale na myśl o dłuższych mękach organizacyjnych słabo nam się robiło) i było wszystko ok. No, poza moją fryzurą hihi. Suknię wybrałam w pierwszym salonie, zapłaciłam za nią częściowo od razu, a potem w domu okropnie się popłakałam, że na pewno źle wybrałam. I w kolejnych dniach jeździłam tam z różnymi osobami pokazywać im suknię, szukając potwierdzenia. No i akurat suknia była w porządku.
A u mnie praaaaaaaca. Niewyspana jestem koszmarnie.
Wczoraj Maks odstawił tak koszmarną scenę w domu, że dostał ode mnie w tyłek. Potem przepłakałam pół wieczoru nękana wyrzutami sumienia. Ale prawda jest taka, że zostałam z nimi absolutnie sama, jeszcze mam pracę do tego, i naprawdę jest mi cholernie ciężko.