aniaania2 ja ze szpitalem miałam spory dylemat. Mieszkam na wsi i najbliższy szpital mam 10 km od domu, z tym że nie pracuje w nim mój lekarz. w trakcie pierwszej ciąży coś tam się lekarze z oddziału ginekologii nie dogadali się z dyrektorem szpitala i wszyscy odeszli. Po poronieniu mój lekarz naprawdę mnie wspierał i nie chciałam go zmieniać. Tą ciążę też on prowadzi, z tym że pracuje w szpitalu ponad 40 km od nas. Na początku myślałam że jak wszystko będzie dobrze to przecież i tak lekarz za wiele przy porodzie nie robi, więc znalazłam położną tu ze szpitala. bardzo fajna kobieta. przyjeżdża do mnie raz w tygodniu. opowiedziała mi co i jak i niby wszystko wydawało się super. Oddział jest odnowiony więc czystko i ładnie. Mówiła że porodów jest mało więc nie ma problemu z salą porodów rodzinnych i że jak już kobiety są do porodów naturalnych (bo ze z 80 % są cesarki na żądanie) to są z wszelkimi względami traktowane. Zapowiadało się w porządku. Ale... najpierw okazało się że ta położna sama jest w ciąży i że jak będę rodzić to będzie w jakimś 7/8 miesiącu i nie będzie mogła porodu przyjmować (chociaż mówiła i ma blisko do szpitala więc i tak przyjdzie). A potem... jakieś 3 tygodnie temu rodziła tam znajoma. I niestety pozytywnych wrażeń mi nie przekazała

to był jej 4 poród. pierwsza była cesarka, dwa kolejne naturalnie i teraz bardzo nie chciała cesarki bo po tamtej długo dochodziła do siebie. Nie dość, że mówiła że wsparcia żadnego, nikt jej o niczym nie informował. Najpierw do 9 cm niby wszystko było ok, a potem stwierdzili że mały jest owinięty pępowiną i po 12 godzinach i tak skończyło się cesarką, podczas której w dodatku przecięli małemu policzek
no i mnie to wszystko przeraziło

popytałam wśród znajomych i ich znajomych i nie udało mi się znaleźć ani jednej dziewczyny która urodziłaby naturalnie... nie wiem jak to jest możliwe, ale ja nie chcę żeby (jak nie będzie konieczności) mnie cieli. porozmawiałam z moim lekarzem i powiedział że on wie że tam tak jest, że tną ile wlezie i zdecydowałam że będę rodzić tam gdzie mój lekarz pracuje. Powiedział że nawet jak on nie będzie miał dyżuru to zadzwoni i na pewno krzywda mi się tam nie stanie.
szpital ma możliwość wirtualnej wycieczki i wygląda całkiem nieźle. co prawda nigdy nawet w tej miejscowości nie byłam i poza lekarzem nie znam nikogo,ale myślę że i tak będzie lepiej niż tu.
Pierwszy poród to raczej nie kwestia godziny więc myślę że zdąze dojechać. teraz mój lekarz ma dyżur dopiero 19.12 więc przez ten tydzień go nie będzie, ale zobaczymy co Mała wymyśli...
P.S.Ten czop śluzowy to duży ma być?
