Ala- tak rodzice tam juz jakies 10 lat sa a ja tutaj ponad 6. oj jak to zlecialo.
ja musze sie przyznac ze od 2.5 lat jestem wlascicielka mieszkania. wszystko sami z mezem zalatwialismy. wtedy to troche inaczej wygladalo. my mielismy 10% wlasnego wkladu plus oplaty za prawnikow i tzw. survey. od ktorego tez wiele zalezy. My zlozylismy ofetre na jedno mieszkanie, juz wszystko ruszylo, oplaty tez juz poszly i wycenili mieszkanie na mniej niz babka chciala. wiec bank pozycza tyle ile uwaza a ty jesli sie godzis to doplacasz roznice. na koniec babka sie wycofala a my wtopilismy kase, brrr. koniec koncow znalezlismy inne mieszkanie i wszytsko poszlo sprawnie. tzn trwa to ok 2miesiecy od papierow po kluczyki.
Kolejna sprawa to czy bierzesz pozyczke przez brokera (ktoremu trzeba dodatkowo zaplacic ok 500), ale on tez szuka dla ciebie najlepszych bankowych ofert badz bezposrednio przez bank ale tu juz sama musisz szukac ktory bank daje ci najlepsze waruki. musisz miec swojego adwokata ktory sie tym zajmuje oni prowadza juz cala sprawe, my placilismy za jego uslugi ok 1000.
potrzebujesz zaswiadczenia o zarobkach z ostanich 3 mies. i na tej tez podstawie bank stwierdza ile moze wam pozyczyc. to wyglada na skomplikowane ale nie jest tak strasznie. wiecej czasu zajmuje znalezienie tego wlasciwego mieszkania.
Jak cos to pytaj, ja chetnie pomoge choc nie wiem jak to teraz dokladnie jest z tymi depozytami.