poczytałam trochę co u Was :-)
M*R* - serdeczne gratulacje dla siostry!!! przekaż :-)
nika - ja też bym tak jak Eve ryzykowała



też myślę, że stałych klientek nie stracisz.. jednak siła przyzwyczajenia.. ja chodzę od paru lat do jednej fryzjerki, mimo, że ona ze 2 razy zmieniała salon, w którym pracuje

no i wszystkiego naj z okazji rocznicy!!!!
Eve - szoook

straszne sa takie historie.. i zmutne.. dobrze, ze im się nic nie stało.... a i mieszkanie całe zostało....
Kitki - nie smutaj... dacie sobie radę.. chociaż początki będą pewnie trudne.. a może wcale nie?

tego życzę :-)
skoro jesteście ciekawe, to wrzucę zdjęcie toru na wz za parę chwil ;-);-);-)
a wogóle cały panieński był naprawdę super! na początku byliśmy w wawie w klubie studenckim na karaoke. zabawa naprawdę genialna. panna młoda oczywiście o niczym nie wiedziała. wymyśliłyśmy to, bo ona bardzo lubi śpiewać i ma bardzo dobry głos (kiedyś 2 lata na weselach śpiewała).
na początku cieżko było nam ją wyciągnąć, ale parę drinków i pomoc faceta, który całe to karaoke obsługiwał (i też śpiewał) i się dziewczyna rozkręciła :-)
cała sala jej ze 3 razy sto lat zaśpiewała i wogóle było baaardzo wesoło.
w męskiej toalecie umieściłyśmy wiadro z różami z kartką w stylu, ze "ta i ta dziewczyna za tydzień wychodzi za mąż, jeżeli chcesz sprawić jej przjemność złóż jej życzenia i wręcz ten kwiatek" :-) i co jakiś czas podchodzili do niej przypadkowi mężczyźni i wręczali kwiaty

posiedzieliśmy tak do 1 w nocy, potem wróciliśmy do domu.
tam był tort, prezenty i quiz.
dwa dni wcześniej nagraliśmy na kamerę jej narzeczonego, który odpowiadał na pytania, on miała wiedzieć/ zgadnąć co on odpowiadał. pytania były na temat jego/ jej ulubionych rzeczy (kolor jedzenie, hobby, itp...) i na temat ich dotychczasowego życia. wyszło wszystko bardzo fajnie
to już trzeci wieczór panieński, który organizowałyśmy (w naszej najbliższej rodzinie) każdy w podobnym stylu i każdy super udany (w tym mój).. ale za każdym razem im dalej tym bardziej głupie pomysły ;-);-);-) jeszcze 2 moje siostry nie wyszły za mąż, więc już się boję co dalej wymyślimy...
ogólnie wróciłam do domu o 4, a Jasiek się oczywiście obudził o 7, więc jestem padnięta.... próbowałam go jak najdłużej w łóżku u siebie trzymać, żeby jeszcze przydrzemał trochę. tak do 10 się udało, raz nawet dłuższą drzemkę złapał
nasi panowie pojechali na kawalerski na mazury.. jeszcze nie wrócili, ale już są w drodze
