Hej
dawno mnie nie było na głównym wątku, raczej skaczę po tych pobocznych, ale ostatnie dni są takie szalone, że nie dałabym chyba rady skupić się na dyskusji. Gabrysia od jakiegoś czasu mocno marudzi, męczy ją katarek, a dziś pediatra na wizycie uświadomiła mi, że męczą ją kolki.. Całe szczęście, że zdecydowałam się na tę wizytę, bo dalej byłabym nieświadoma powagi sytuacji :-(. Dostałyśmy kropelki, oby pomogły...
Jutro wybieramy się na wieś do moich rodziców, mam nadzieję, że wiejskie powietrze choć trochę jej pomoże

. Fajnie, że jest tak cieplutko, idealna pogoda na spacerki wśród rozwijającej się zieleni
Deizzi, Mikowata - ja też to świetnie znam... Babcia Męża tylko usłyszy, że Gabi zakwili czy stęknie i już jest przy niej. Najgorsze jest to, że z marszu wpycha jej do buzi smoczek, czasem jak mała go wypluwa to stoi przy niej i go trzyma, żeby się nie denerwowała i nie płakała.

Oczywiście efekt jest taki, że jak zabraknie smoczka, to jest juz wielki alarm, bo Mała się przyzwyczaiła....

A poza tym na pewno: ubrałam ją za ciepło, albo za lekko, nie dokarmilam, nie sprawdziłam pieluchy, za długo ją przewijam i zmarzła itp itd... Powoli się to normuje, ale na początku było hardkorowo.
Super, że udało się wywalczyć ten roczny macierzyński dla wszystkich :-)