Ja dziś weszłam tak lajtowo na wagę a tu... ponad 2kg więcej niż półtora tygodnia temu...



Wychodzi więc że mam już +16kg, więc mam szanse dobic do 20...
I z jednej strony się trochę tego obawiam, a z drugiej już myślę o lodach które zostały z wczoraj i kuszą z zamrażalnika...

Poprzednio przytyłam 13kg, po 3 miesiącach nie było już po tym śladu, a ja sama byłam szczuplejsza chyba niż nawet w liceum... Ale to był efekt tego, że córcia dała mi nieźle w kość, do tego ma skazę białkową więc jadłam naprawdę mało produktów i nie byo mowy o jakichś pokusach.
Po 4 miesiącach przestałam karmić i zaczęło się nadrabianie zaległości... ;-)
Teraz liczę na to że też uda mi się szybko wrócić do wagi wyjściowej, bo przy dwójce w domu nie powinam narzekać na brak zajęć, będę też musiała jeść ostrożniej bo młody będzie już w grupie ryzyka alergii,tak więc powinno to jakoś sprawnie spadać, ale czy jeśli dobiję do +20 to nadal będzie tak kolorowo jak poprzedni z +13 to nie wiem...
Tylko że ja jestem straszny łasuch, żarłok i tak bardzo kocham kaloryczne jedzenie, że ze świadomością przyszłych wyrzeczeń nie potrafię teraz odmawiać sobie tego, na co mam ochotę...
(wczoraj M miał mnie już dosyć, bo mu od 2 tygodni truję że marzy mi się jabłecznik na ciepło z lodami i malinami i w końcu pojechał do sklepu i mi przywiózł... mmmm.... :-))