Czesc Dziewczyny
Wrocilam wczoraj po 22:00
No i wczoraj wraz z moja psiapsiolka urodzilysmy sie po raz drugi... Na powrocie cudem uniknelysmy albo smierci albo tragicznego w skutkach wypadku... Wiem jedno zdazyl sie cud! Wracalysmy juz do domu...warunki masakryczne... jechalam lewym pasem...prawym tiry... raptem na autobanie ful sniegu... poczulam ze samochod traci przyczepnosc,szarpnelo mnie na lewo....udalo sie uniknac zdezenia z barierkami w ostatanim monecie,ale zaczelo ciagnac samochod wprost pod tira... panika na maxa...czulam juz ze zdezymy sie ,ze nie dam rady wymanerwowac i wtedy cud ,udalo sie,ale tak szarpnelo,ze mowie teraz prosto po barierkach lecimy-odbilo znowu nas w lewo po tym tirze... i nie wiem kto,co nas uratowalo bo udalo sie zalapac grunt,wyhamowac i nic w nas nie udzezylo... Moja przyjaciolka tylko zlapala mnie za reke i mowi" uratowalas mi zycie"... lzy stanely nam w oczach,strach okropny,myslalam ze zwymiotuje... ja bylam na 200 % pewna ze sie rozwalimy...Zjechalysmy zaraz dwa km. dalej na parking... za nami dwoch chlopakow... chcieli zapytac czy wszystko okay... Mowili ,ze byli pewnio ,ze z tego nie wyjdziemy calo... ze wodzili dokladnie wszystko bo z mna jechali... Dziewczyny nie zycze nikomu czegos takiego... to bylo straszne... Ale ciesze sie ze wszyscy zyja,samochod nie ma ani jednej rysy... Jednak taki snieg na autobanie i to platnej to karygodne wrecz...
Ale tak ogolnie to spedzilysmy super weekend,,,wymasowane,wypieknione
impreza tez zaliczona,troche sportu i innych dupereli...