No to jestesmy... Uff, od poniedziałku w domku.
Zaglądam do Was a tu tyle pieknych słów... siedzę i ryczę... Każdej z was dziękuję za pamięć i wsparcie.
Maluszek ma na imię Ali. Jest cały i zdrowy i daje mamie w kość. Tata przeszczęsliwy już niedlugo powinien być z nami.
Cesarka przebiegła pomyślnie, chociaż dało się wyczuć atmosfere napięcia, bo rodziło się TO DZIECKO, Moj ginekolog przeszedł sam siebie i skompletował podobno najlepszą obsadę. Maluszek (o czym dowiedziałam się po wypisie) też miał zatrzymanie akcji oddechowej w 2 min. życia, stąd nie widziałam go 2 dni, musieli wszystko posprawdzać i mnie zostawić w głębokiej nieświadomości.
Co mnie jednak zdziwiło to telefon od gina W sobotę po południu że dzwoniła p. ordynator neonatologi, że jest szczęśliwy że wszystkie wyniki małego są w porządku i że będę już mogła go zobaczyć
Było minęło...
Teraz walczymy z karmieniem, pokarm mam ale mały się nie najada, stąd je łapczywie przez 2 godziny nie może zasnąć, może jeszcze jest mało treściwy.
Podaję mu w nocy mm raz lub 2, kiedy u mnie już pusto i nie wypija nawet 5 łyków i to mu wystarczy na 3 godz. snu.
Jestem dobrej myśli... powinniśmy się wkrótce dopasować. Chociaż szczerze nie wiem jak ja jestem w stanie patrzeć z optymizmem na wizję karmienia piersią kiedy ból jest po prostu nie do wytrzymania a mały wraz z mlekiem wysysa mi mózg

tak chyba są kobiety urządzone
Juz wklejam zdjęcie, nie mam ich dużo
jedno jeszcze ze szpitala z naszego pierwszego spotkania
jakies marne to zdjecie tu wychodzi... trudno