Ja bardzo a to bardzo chciałabym żeby mój R. był ze mną przy porodzie, tzn w chwili kulminacyjnej porodu mógłby wyjść, bo wiem że to nie dla niego przeżycie nie mówiąc już o przecinaniu pępowiny :

, ale do tego czasu trochę trzeba się nameczyć, niekiedy kilka godzin, więc mógłby być przy mnie.
Dręcze go bez przerwy, ale nie daje się namówić

A już kiedyś wydawało mi się że może się zdecyduje i kochana

kuzynka zaczeła gadać jakieś głupoty, żę po co mi chłop przy porodzie i teraz on trzyma się jej wersji, wrrr.........
Tak czy inaczej muszę urodzić z jego pomocą czy bez.
Aaa i ostatnio przy wizycie u gin położna tłumaczyła mi że u nas z tym porodem rodzinnym może być różnie, jest tylko jedna sala, więc jeśli któraś kobieta mnie uprzedzi to nici z mojego porodu rodzinnego, czyli jak się uda.
Przed pierwszym porodem tak nie naciskałam, ale teraz wiem jak ważna jest obecność bliskiej osoby, mi sie udało że była ze mną moja ciocia pielęgniarka i jestem jej niezmiernie za to wdzięczna

.
WIĘC DZIEWCZYNY NA PRAWDĘ WARTO NAMÓWIĆ PRZYSZŁYCH TATUSIÓW NA WSPÓLNY PORÓD.