reklama

Październikowe mamy 2020

No to duża szansa że zacznie się samo🙂
Walczymy z kolka ale ogl nie jest zle . Mała jest dość wymagająca a do tego nie jest śpiochem wiec ciagle potrzebuje uwagi :) i przyplątał się kryzys laktacyjny ... najgorsze co może być . Kupiłam już mm ale mam nadzieje ze odpuści . A co u Cb ?
A u nas dobrze mały ogólnie jest grzeczny śpi mi w nocy potrafi przespać nawet 5 godzin do 6 😁😁 ale to dlatego że dostaje butelkę. Pokarm mam karmię piersią ale muszę dokarmiać butelka bo się nie najada glodomorek 😁😁
 
reklama
No i jak u ciebie? Na pewno już urodziłaś😜 jak wyglądało wywoływanie?

W poniedziałek miałam wywoływanie. W zasadzie jechałam tam jak na ścięcie pewna że nie obędzie się bez oxy i znieczulenia. Założyli mi finalnie na początek cewnik nie dając duzych szans na to, że ruszy - rozwarcie mniej niż 1 cm. Zakładanie cewnika nie bolało.. Wbrew wszelkim opowiadaniom. Tak się wkurzyłam cała sytuacja że przez 4 godziny chodziłam na sali między dwoma słupami (filarami) z tym cewnikiem. Co jak się okazuje jest kluczowe w tej metodzie chociaż mało kto otym mów. No i po tych 4 godzinach zaczęła się akcja skurczową, cewnik wypadł, odpynely wody ale rozwarcie dalej było małe... Niecałe 2-3 cm. Finalnie od tego momentu minęły 2,5 godziny i Wanda była już na świecie. Problemem było to że ja do końca nie czułam skurczy.. Dopiero te ostatnie plus parte... Do. Tego stopnia że jeszcze rpzed partymi jak już było spokojnie 10 cm... To sobie rozmawiałam z położna o znieczuleniu "bo robiło się mocno" ona też miała jakiś plan tego porodu i polegała na pomiarach tych początkowych co robili po pęknięciu cewnika... A ja od 2 do 10 cm potrzebowałam ledwo półtorej godziny... No i tak nie zdarzyli z oksy, lewatywa, i znieczuleniem jedyne jakie dostałam to na dwa pojedyncze szwy które się pojawiły w kroczu.. Więc dzieciak urodził się w poniedziałek o 18:18. :D dziwne... To wszystko ale bardzo się cieszę!
 
W poniedziałek miałam wywoływanie. W zasadzie jechałam tam jak na ścięcie pewna że nie obędzie się bez oxy i znieczulenia. Założyli mi finalnie na początek cewnik nie dając duzych szans na to, że ruszy - rozwarcie mniej niż 1 cm. Zakładanie cewnika nie bolało.. Wbrew wszelkim opowiadaniom. Tak się wkurzyłam cała sytuacja że przez 4 godziny chodziłam na sali między dwoma słupami (filarami) z tym cewnikiem. Co jak się okazuje jest kluczowe w tej metodzie chociaż mało kto otym mów. No i po tych 4 godzinach zaczęła się akcja skurczową, cewnik wypadł, odpynely wody ale rozwarcie dalej było małe... Niecałe 2-3 cm. Finalnie od tego momentu minęły 2,5 godziny i Wanda była już na świecie. Problemem było to że ja do końca nie czułam skurczy.. Dopiero te ostatnie plus parte... Do. Tego stopnia że jeszcze rpzed partymi jak już było spokojnie 10 cm... To sobie rozmawiałam z położna o znieczuleniu "bo robiło się mocno" ona też miała jakiś plan tego porodu i polegała na pomiarach tych początkowych co robili po pęknięciu cewnika... A ja od 2 do 10 cm potrzebowałam ledwo półtorej godziny... No i tak nie zdarzyli z oksy, lewatywa, i znieczuleniem jedyne jakie dostałam to na dwa pojedyncze szwy które się pojawiły w kroczu.. Więc dzieciak urodził się w poniedziałek o 18:18. :D dziwne... To wszystko ale bardzo się cieszę!
No i super masz już to za sobą 😁 A jak mała ile ważyła? A ty jak się czujesz? Już jesteście w domku??
 
W poniedziałek miałam wywoływanie. W zasadzie jechałam tam jak na ścięcie pewna że nie obędzie się bez oxy i znieczulenia. Założyli mi finalnie na początek cewnik nie dając duzych szans na to, że ruszy - rozwarcie mniej niż 1 cm. Zakładanie cewnika nie bolało.. Wbrew wszelkim opowiadaniom. Tak się wkurzyłam cała sytuacja że przez 4 godziny chodziłam na sali między dwoma słupami (filarami) z tym cewnikiem. Co jak się okazuje jest kluczowe w tej metodzie chociaż mało kto otym mów. No i po tych 4 godzinach zaczęła się akcja skurczową, cewnik wypadł, odpynely wody ale rozwarcie dalej było małe... Niecałe 2-3 cm. Finalnie od tego momentu minęły 2,5 godziny i Wanda była już na świecie. Problemem było to że ja do końca nie czułam skurczy.. Dopiero te ostatnie plus parte... Do. Tego stopnia że jeszcze rpzed partymi jak już było spokojnie 10 cm... To sobie rozmawiałam z położna o znieczuleniu "bo robiło się mocno" ona też miała jakiś plan tego porodu i polegała na pomiarach tych początkowych co robili po pęknięciu cewnika... A ja od 2 do 10 cm potrzebowałam ledwo półtorej godziny... No i tak nie zdarzyli z oksy, lewatywa, i znieczuleniem jedyne jakie dostałam to na dwa pojedyncze szwy które się pojawiły w kroczu.. Więc dzieciak urodził się w poniedziałek o 18:18. :D dziwne... To wszystko ale bardzo się cieszę!
Gratulacje🙂
 
W poniedziałek miałam wywoływanie. W zasadzie jechałam tam jak na ścięcie pewna że nie obędzie się bez oxy i znieczulenia. Założyli mi finalnie na początek cewnik nie dając duzych szans na to, że ruszy - rozwarcie mniej niż 1 cm. Zakładanie cewnika nie bolało.. Wbrew wszelkim opowiadaniom. Tak się wkurzyłam cała sytuacja że przez 4 godziny chodziłam na sali między dwoma słupami (filarami) z tym cewnikiem. Co jak się okazuje jest kluczowe w tej metodzie chociaż mało kto otym mów. No i po tych 4 godzinach zaczęła się akcja skurczową, cewnik wypadł, odpynely wody ale rozwarcie dalej było małe... Niecałe 2-3 cm. Finalnie od tego momentu minęły 2,5 godziny i Wanda była już na świecie. Problemem było to że ja do końca nie czułam skurczy.. Dopiero te ostatnie plus parte... Do. Tego stopnia że jeszcze rpzed partymi jak już było spokojnie 10 cm... To sobie rozmawiałam z położna o znieczuleniu "bo robiło się mocno" ona też miała jakiś plan tego porodu i polegała na pomiarach tych początkowych co robili po pęknięciu cewnika... A ja od 2 do 10 cm potrzebowałam ledwo półtorej godziny... No i tak nie zdarzyli z oksy, lewatywa, i znieczuleniem jedyne jakie dostałam to na dwa pojedyncze szwy które się pojawiły w kroczu.. Więc dzieciak urodził się w poniedziałek o 18:18. :D dziwne... To wszystko ale bardzo się cieszę!
Wow! Ciekawa historia!🤓dobrze że już po wszystkim👍😎
 
reklama
No i super masz już to za sobą 😁 A jak mała ile ważyła? A ty jak się czujesz? Już jesteście w domku??

Ważyła 3540, 3300 przy wyjściu ale miałam problem z nią bo ma krótkie wędzidełko.. Mamy konsultacje z logopeda w tym tyg. Bo dzieciak nam niestety nie dojada.. Więc go dopychamy odciąganym jeszcze. Jesteśmy już od środy wieczorem w domu. Ale niestety przypaletalo się coś do nas.. I w sobotę walnęła mi ostra temperatura.. Ból gardła, dreszcze i kaszel (na całe szczęście mokry) dziś nie ma temperatury ale został kaszel.. Zastanawiam się czy czegoś że szpitala nie przyniosłam.. Przy takim osłabieniu to może już być wszystko.. PCR na Covid miałam przy przyjęciu ujemny... Miałam swoją położna i leżałam z jedną osobą z ujemnym wynikiem więc mam nadzieję że to nie to... Oczywiście wizja że wszyscy umrzemy już była... 😑😑😑
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry