Używasz bardzo starej przeglądarki. Nasza strona (oraz inne!) może nie działać w niej dobrze. Naprawdę czas na zmianę na przeglądarkę, która będzie bezpieczna i szybka, na przykład darmowego Firefox, albo darmową Operę. Obie są bardzo szybkie, bezpieczne i wygodne.
My zamierzamy w tym roku pojechać do Chorwacji I mam prośbę chyba do Szminki o jakieś rady-gdzie szukałaś namiarów, może mogłabyś coś polecić? Bo jeden apartament już znalazłyśmy (z siorką), ale okazuje się, że to jakaś duża miejscowość, a wolałabym coś bardziej spokojnego;-)
ktosienka jak bylismy we wrzesniu w bulgarii w zlotych piaskach...........to ceny pampersow i jedzonek hiipa razy dwa!!!!!!!!!!!!!!!czyli w polsce duza paka 45pln to tam okolo 90pln..............soczki u nas 2-2,50 tam w przeliczeniu ponad 6plnale wtedy mielismy wszystko swoje
.....a co tunezjii kiedys pisala madzialenka ze wyboru w sloiczkach to nie ma ale czy sa pampersidla to wlasnie nie pamietam
............a my i teraz tez chyba wszystko wezmiemy.........gdyz zmienil sie przewoznik i bagazu zamiast 15 kg na glowe i 10 kg na malego mamy po 20 kg czyli lacznie 60:-)....mysle ze sie spokojnie spakujemy....no i odchodza sloiczki.
kasia polecam www.zaton.hr tylko jak euro bylo tanie to sie oplacalo a teraz jest torszke drogo............super miejsce dla rodzin z dziecmi
ja juz zakupilam sloiczki...w koncu to tylko tydzien...wiec 14 malych sloiczkow do tego paczke mleka i paczka kaszki...jakos upcham...to dla malego...a nela z nami bedzie jesc..tylko moze jej kaszke wezme...i duzo paczuszek z rodzynkami bo ona uwielbia i takie tam smakolyczki...i kilka malych zabawek do samolotu przygotowalam coby dzieci zaskoczyc jak beda upierdliwe...lecimy o 20 wiec ideal...moze zasna...a o 24 jestesmy na mijscu wiec tez niezle... pieluchy tez upcham zapasik dla obojga i te plywackie tez ...ide prasowac..mam zaleglosci ...moze akurat cos na wyjazd sie przyda...dzieci nei maja za duzo ciuszkow na czas letni wiec licze ze cos fajnego kupimy na miejscu :-)
cen pieluch nie zwrocilam uwagi, sorki... ale sa... z tym ze trzeba troche polazic za nimi a to juz nie fajnie..... w soesse... najlepiej w aptekach...ja trafilam niechcaco bo szukalismy lekarstwa dla malego...rozchorowal sie nam i na antybiotyku sie skonczylo...wchodzimy do apteki takiej kolo najwiekszej kawiarni przy morzu jakbys tam byla... a tam pelno rzeczy w dobrych cenach...buteleczki, pierduleczki, zabaweczki, nawet pasy poporodowe...i za leki zaplacilismy 1/3 cen szwedzkich wiec nam pasilo... sloiczkow tez pare bylo ale to juz wyraznie podwojne ceny...no i kilka rodzajow pieluch wiec radze wziac sobie zapasik a w razie co sie dokupi PIELUCHY DO PLYWANIA- ja sprawdzilam huggisa i libero i sa ok...a slyszalam od kol ze pampersa sie rozlaza
mysmy byli w soesse i kantaoui... jedno z drugim polaczone odkrytym autobusem dla turystow wiec warto i jedno i drugie zobaczyc w soesse to bardzo ciekawe stare miasto a smarciku tam gdzie jedziesz to typowo turystyczny porcik ale za to mniejsze spokojne plaze przyhotelowe i czysciej
rzecz ktora bardzo mnie rozczarowala- brak czajnikow elektr w pokojach hotelowych...a co za tym idzie nie mozna dziecku jedzonka czy mleka podgrzac- totalna porazka! o 2-3 w nocy lazenie do bardu gdzie ludzie drinkuja aby wode podgrzac...i to w maszynie do kawy wiec posmak kawowy potem...
ze tez nikt mi nie powiedzial zeby zabrac grzalke - ja bym w zyciu nie pomyslala ze takie zacofanie w tej tunezji...nie dosc ze syf na ulicach to nawet w 4-gwiazdkowym hotelu trudnosci z przygotowaniem mleka dla dziecka-- wiec mielismy ogolnie codzinna motanke
ale to dla maluszka co jeszcze na butli i sloiczka...a taki 2 latek jak nasza nelka to w sumie bezproblemu...bo przeciez jadla razem z nami posilki i no problemos wiec ostrzegam jakby ktoras z nowym dzidziusiem sie wybierala ze w tunezji jest zacofanie! wiedzialam duzy napis przy ktoryms hotelu ze hotel przyjazny dziecku...wielkie halo... a w statndardzie to zapomnij..i o kawie do lozka tez trzeba zapomniec chyba wlasnie ze grzaleczka starym komunistycznym zwyczajem
smarcik i jeszcze woda- sabrine byla dobra w smaku
ceny mnie tez zawiodly- ogolnie bylo drogo
no i wycieczki...moje dzidziusie za male wiec pustynia nas ominela... niech te dziewczyny co byly radza czy to dobre dla 2-latka
pogoda taka sobie nam sie trafila bo strasznie zimny wiatr i glownie w dlugich spodniach i bluzie...wiec o ten tydzien dwa za wczesnie pojechalismy
a poza tym no to jednak oderwalismy sie...relaksik..plaza...nela szalala...w piachu codziennie...mielismy piekny basen kryty w hotelu wiec tez bylo kapanie na calego i malutki tez sie okazalo ze lubi plywac:-) no i obzarstwo...w moim hotleu przeginali...dawali do sniadanie kilkanascie ciast do wyboru--- na glowy poupadali..nie sposob bylo nie poprobowac...wiec 1,5 kilograma w tydzien mi przybylo..a owocow zdecydowanie za malo a raczej prawie w ogole...
nie wiem co jeszcze ... ogolnie na plus ale nie sadze ze do tunezji kiedykolwiek powroce... jak dotad byla to jedna z gorszych moich wycieczek i nie polecam...jest sporo lepszych miejsc...np turcja, egipt..choc wyssalismy z niej wszystko co najlepsze a na walajace sie smieci przymykalismy oczy...na zdjeciach wyglada bosko...o trudnosciach sie szybko zapomina a wspomina piekne momety szum morza, slonce i daktyle....
nie wspomnialam o kutlurze tubylcow co nijak sie ma do naszej...sprzedawcy namoli, czasem az niemili...targuja sie agresywnie dupki... swiat niedelikatnych topornych mezczyzn...a kobitki gdzies pochowane.. w domu z dziecmi...a jak juz sie spotka na plazy czy spacerku to bez pytania podnosza wam dziecko caluja, dotykaja, zabawiaja...pierwszy momet fajny a potem juz denerwujace...jeden koles to zarzal podrzucac nam malego. moj m byl twardy rzeby sie nie skonfliktowac bo te araby to maja agresje w oczach, szczegolnie jak sa w grupie...wiec m grzecznie mowi panu ze dziecko go zaraz obrzyga...a facet zgrywal twardziela....ach...nie moje klimaty ten swiat
no i visa ok...choc pan na lotnisku mial problem ze nie znamy adresu hotelu...m wpisal we wniosku o vise ze hotel unspacified czyli ze niesprecyzowane miejsce pobytu...a koles cep nie rozumie po ang mimo ze pracuje na granicy i myslal ze to byla nazwa hotelu...cos po swojemu zamemla...zapytal kolegi... wpisali jakas podobnie brzmiaca nazwe mysmy tylko kiwali glowami ze tak to ten i mnie wpuscili...ufff
eeeeeeeeee widzisz ktosia ja w zasadzie jak jechaliśmy z połrocznym matem do tunezji bralam wszystko- nie bylam nastawiona na czajnik w pokoju bo raczej nigdy nie ma nie wyobrazalam sobie latac od razu po przyjezdzie za pieluchami więc bralam, słoiczk tez - ja to nawet naszą wodę dla niego brałam i podgrzewacz ---------------- a teraz jak jechaliśmy to czajnik juz se darowalam - wzięłam tylko podgrzewacz i ichnią wodę mineralną podgrzewalam do 70st....... to natręctwo - znam - raz taką awanturę gościu nam zrobił ze czegoś u niego nie upiliśmy ze az sie balam - poza tym ja miło wspominam
KTOSKA-to zescie mieli przezycia,szkoda tylko ze maly sie rozchorowal,no i brak tych czajnikow,wspolczuje ci z tym chodzeniem w nocy po wode ciepla,ale widze ze sniadanka rewelacyjne bylymowisz ze nie polecasz tunezji,ja to bym wlasnie do egiptu sie wybrala,ale chyba wypoczeliscie troszke,opalilas sie?
A tu nam poopowiadalas KTOSKA....hihihi no tak...w Tunezji w porownaniu z Malezja, Tajlandia...itp to beznadzieja ;-) Mnie wlasnie ten syf wszedzie tam najbardziej wkurzal........idziesz sobie piekne ruiny Ribatu ogladac......wchodzisz na gore i widzisz...cos w stylu malych wysypisk smieci ;-) Co do czajnika...to tak jak HANIA napisala - zwykle ma przynajmniej tam gdzie ja bywalam.... Nachalnosc Arabow - porazka prawda Ale ogolnie fajnie ze sie troche porelaksowaliscie A teraz szara rzeczywistosc......
ktosiu fajnie że sobie odpoczęłaś od codzinności, chociaż z dwójką dzieci to i tam byłaś mamą;-) więc nie ominęły cię codzienne rytuały jak karmienie , czy usypianie dzieciaków....ale dobrze że ogólnie wyjazd się udał
wiecie tak sobie jeszcze raz przeanalizowalam znaczy przypomnialam inne hotele w ktorych bylam i rzeczywiscie wcale nie wszedzie te czajniki... cos mi sie ubzduralo jakos... moj blad..powinnam to przewidziec...a ja niedoswiadczona bo przeciez nele jak karmilam 10 miesiecy cycem to nic nie podgrzewalam.. a jak sie przenieslismy do korei i mala zaczela rozszerzac diete to potem juz zadnego wyjazdu w zasadzie nie bylo... a nie ..raz...i czajnik byl...wiec moze mi to namieszalo generalnie milo wspominamy wycieczke... ja mialam swoja matczyna codziennosc fakt...ale przynajmniej m do pomocy 24/h i dla dzieci to ogromna roznica jak tata sie z nimi moze bawic calymi dniami... to chyba najbardziej mnie cieszylo
no wlasnie rzeczywistosc... dobrze ze wiosenna ...planujemy autem do pl w maju:-)
a wy?
hania a nie napiszesz cos wiecej o dominikanie?- jacy tam byli ludzie? kupiliscie jakies pamiatki?
ktosia - ja odniosłam wrazenie ze na dominikanie zupełnie inna kultura niz w turcji czy w tunezji. obsługa wiecznie uśmiechnięta, nienachalana, ciągłe pozdrowienia, uwielbiają dzieci - pomocni - przywitano nas wsuniętym liścikiem w drzwi i flaszeczką jakiś %, na kolacji witali w progu, ubrani czysciutko wręcz na galowo i co mnie tam dziwiło ze tyrali całymi dniami od switu do nocy i jeszcze ciagle się usmiechali, spiewali a z pamiątek w zasadzie niewiele- kupiliśmy 2obrazy, r - cygara i tyle a Wy co nakupowaliście?