Pierwszy poród-
Wody zaczęły saczyc się 23.11, 25.11 skierowanie na wywołanie porodu. Do szpitala po calonocnych, nieodczuwalnych skurczów 2cm. Dostałam żel na szyjkę i regularne ktg. To cale ktg jest koszmarem. Skurcze zaczęły przybierac na sile kolo 10.30, na początku śmiechy i dowcipy z moim D. Później juz nie bylo mi tak do smiechu. Błąd nowocjusza- zamiast oddychać wstrzymywalam powietrze. Położne pozwoliły mi wejść do wanny, byłam w niej 2h po wyjściu juz 6cm ale jak tylko wyszlam skurcze nie do wytrzymania. Dostalam morfinke i przespalam do pełnego rozwarcia

Nie stety jak przyszło do parcia morfina przestała działać i mogłam oddychać tylko gazem- fantastyczny.! Skupia uwagę na oddychaniu i bol jest wtedy znosny

Po ponad polgodzinnym parciu urodziłam córcie- 3.460 i 46cm
Drugi poród-
Zaczęło się o 1.30 bólami pleców. Od razu pod łączyłam sobie TENSa

Myslalam ze jak zawsze mały źle się ułożył i mnie boli. Zaczelam latać do kibelka co 5min, odszedł czop. Po godzinie zaczęły się skurcze- tym razem pelna kontrola nad ciałem. Głęboki oddech przy każdym skurczu. O 4.30 obudzilam moje D., ze to juz czas. O 5.30 juz byliśmy w szpitalu. Skurcze miałam często, ale cały czas godalam, zartowalam. Jak lapalo mnie to sie kladlam na kleczka z rękami wyciągniętymi do przodu. Cały czas miałam TENS na pleckach

Położna chciała mi dac wózek żeby przewieźć mnie na oddział, ale nie chciałam. Na oddziale miałam 6cm rozwarcia i jak to za pierwszym tak i drugim razem przy 6cm zyganko. Po badaniu do wanny do rodzenia. Marzenie.! Miedzy skurczami zartowalam z położna i nucilam piosenki z radio

Synka odebralam sama ( oczywiście położna poinstrulowala mnie jak go złapać) o 6.48 z waga 3.990 i mierzącego 52cm.

Jedyne co mnie bolalo nie do wytrzymania to poród łożyska a później obkurczanie macicy.
P.S. Ale i tak Noe dalabym rady bez ojca moich dzieci. To on dodawał mi sil i energii podczas porodów.