Szanowne! Pisałam już tutaj kiedyś w sprawie tabletek antykoncepcyjnych i krwawienia z odstawienia. Za chwilę minie rok odkąd stosuję hormony. Sprawa wygląda następująco: ostatni stosunek 26.01 bez wytrysku, partner nie doszedł. 31.01 miałam kontrolę u ginekologa, wykonywane usg. Lekarz stwierdził, że wszystko w porządku, endometrium 0,3 cm, drobne pęcherzyki (był to dzień przyjęcia 14 tabletki). Tego samego dnia wieczorem zaczęłam doznawać dziwnych dolegliwości w okolicy podbrzusza: pieczenie, kłucie, lekki ból. Nasilało się to, nie minęło przez weekend. We wtorek poszłam znów do ginekologa, która kazała wykonać badania moczu, w tym posiew. W analizie ogólnej wyszły dość liczne pasma śluzu, w posiewie bakterie gram ujemne nieliczne. Lekarz rodzinny zapisał antybiotyk Nolicin, który stosuję do dziś (kuracja tygodniowa, jutro skończę) i Rowatinex. Wszystko to sprawiło, a także nieprzemyślane słowa mamy o możliwości ciąży, że 13 dni po stosunku wykonałam beta, która wyszła <2,30. Jedyne zbliżenie podczas obecnego opakowania to właśnie 26.01. I tyle. Obecnie jestem jeszcze w drugim drugi na krwawienie (tabletki brane wieczorem, więc wieczorem rozpocznie mi się dzień trzeci), ale zazwyczaj już w tym momencie miałam większe plamienia i dolegliwości bólowe. Dziś rano wykonałam test, wyszedł negatywny (19 dni po stosunku). Moja przerwa na krwawienie wynosi cztery dni i zaczęłam się martwić - co jeśli się nie pojawi skoro na teraz nie mam typowych dla siebie objawów? Czy stosowany antybiotyk może mieć jakikolwiek wpływ? Malutkie plamki wystapiły we wtorek i wczoraj, ale dopiero po włożeniu palca głęboko do pochwy. Czy powinnam powtarzać testy, iść jeszcze raz na betę? Zaczynam się bardzo stresować, ale z drugiej strony jedyne zbliżenie było bez wytrysku. Może ktoś był w podobnej sytuacji i cokolwiek podpowie?