U mnie termin byl na 3.01, a 5.01 poszlam na wizytę do ginekolog, bo nic nie ruszyło. Dodam, że u mnie żadnych przepowiadających skurczów tez nie było. Na wizycie okazało się, ze rozwarcie bylo już na 2,5 cm. A skurczów brak:-) Zaczęły się w nocy ok 1:00. Wody nie odeszły aż do końca. Skurcze były bardzo nieregularne. Do szpitala pojechaliśmy ok. 7, ale porodówka obłożona, więc zanim mnie wpuścili to miaiam juz 6 cm rozwarcia. Nad kolejnymi trzema musiałam już popracować solidnie na sali porodowej....ale pełnego rozwarcia nie udało mi się uzyskać, bo położna straciła cierpliwość i podłączyła mi "turbodoładowanie" w postaci oxy;-)
Moja rada: nue stresuj się, po terminie z miesiączki masz jeszcze tydzień na poród w terminie:-) i wszystko bedzie ok:-) ja wiem, że to się łatwo mówi, bo człowiek czeka na ten finał, ale uwierz, ze teraz najlepiej jak wypoczniesz, wyśpisz się, ew. przygotujesz sobie coś jeszcze na przyjście Maluszka:-) ja się tak zafiksowałam na porodzie, ze zbagatelizowałam to, ze to pierwszy raz u mnie i nic nie wiem o opiece nad noworodkiem. Niby podglądałam kilka filmików i poczytalam co nieco, ale mogłam zdecydowanie lepiej sie przyłożyć do tego:///
Bylo u nas trochę komplikacji, wysokie crp, antybiotyk, potem powrót do szpitala. Mała nie chciała ssać piersi....i dopiero wtedy zrozumiałam, ze przygotowanie do tego co po porodzie jest jeszcze ważniejsze niz sam poród. Bo po tym wysiłku człowiek jest juz wymęczony, mózg nie działa dobrze, hormony szaleją



Wez głęboki oddech, nie stresuj się, zwlaszcza ze jeszcze nie ma terminu. Maluszek będzie najlepiej wiedzieć kiedy wyjść na zewnątrz;-)
W tym "biznesie" nie ma reguł, wsłuchaj się w swój organizmu, natura podpowie Ci co robić! Powodzenia Mamuśka:*