Temat ma małe zainteresowanie ale może jeszcze kogoś zainteresuje... (?)
Piszę, jak sprawa wygląda od strony świadka, na co dzień przebywającego wśród mężczyzn pracoholików - podczas pracy.
Przez "pracoholików" definiuję osoby, które siedzą po godzinach, czasami w weekendy na miejscu pracy (poza domem).
W pracy jaką wykonuję, ogromną większość stanowią mężczyźni (nieliczne są kobiety), pracoholików -mężczyzn jest ok kilkunastu procent. Zarówno takich, którzy mają rodzinę, jak i samotnych.
Pracoholizm u moich kolegów jest formą UCIECZKI: w przypadku tych, którzy mają rodzinę - od obowiązków rodzinnych, a w przypadku samotnych - od samotności.
Uczciwi koledzy obarczeni rodziną nie ukrywają, że tylko w pracy mogą sobie odpocząć.
To nie to, że nie kochają rodziny! Potrafią o niej dużo opowiadać z miłością, otaczają się zdjęciami, rysuneczkami wykonanymi przez swoje pociechy.
Widać, że cieszą się, że mają przystań, do której zawsze mogą wrócić.
Ale bywa, że rola ojca ich bardzo szybko przerasta...
W pracy problemy/obowiązki których się NIE DA uniknąć, a zaniedbanie wyjdzie na jaw przed kolegami/szefem.
Po powrocie do domu - kolejne problemy i obowiązki - ale te już można zepchnąć na kogoś innego, ewentualnie myśl o nich - zamieść pod dywan. Konsekwencją będzie jedynie zrzędzenie żony...
Niestety, część mężczyzn lepiej się realizuje w pracy zawodowej, niż przy dzieciach. To nie znaczy, że nie lubią zrobić czegoś przy dziecku ale bardzo szybko ten typ obowiązków ich nuży, męczy.
Uciekają od hałasu, płaczu, wymiany zdań z żoną do przewidywalnej, powtarzalnej ale dobrze opanowanej i przynoszącej jaką taką satysfakcję pracy... gdzie widać rezultaty, sprawy posuwają się do przodu.
Argument finansowy -jako wytłumaczenie pracy po godzinach - jest BARDZO rzadko wysuwany (tym bardziej, że czasami nie dostają za to pieniędzy).
Z relacji wiem, że zrzędzenie żon sytuację tylko pogarsza (zresztą to całkiem logiczne, przecież to od tego się właśnie ucieka ).
Wiem też, że po pojawieniu się dziecka, ojcom brakuje zainteresowania ze strony żony, jej ciepła - jakie były wcześniej...
(Tak, to ONE domagają się tego od mężczyzn... itp. ... ale o frustracjach matek nie napiszę - to nie ten temat .)
Żałujemy żon takich "pracoholików" i często się dziwimy jak mogą to wytrzymać że mąż bywa rzadkim gościem w domu w porach, kiedy powinien być w domu.... Pewnie mąż potrafi to jakoś rozsądnie uzasadnić?
Kto jest winien takich "mini-separacji" - chyba takie mamy czasy: dużo pracy, obowiązków, mało odpoczynku.
Nie winiłabym mężczyzn - sytuacja ich przerasta? przemęczenie? geny? znużenie? ....
Matkom radzę spojrzeć na własne zachowanie - w jaki sposób urządzają mężom powitanie, jakim tonem rozmawiają, ile poświęcają im czasu, miłości, seksu. I samej ocenić, czy taki mąż ma do czego wracać.