No i może facet ocknie się po narodzinach dziecka... Ja zawsze sobie wyobrażałam ze jak kobieta zajdzie w ciąże to facet od razu jest ojcem- całuje brzuch, mówi do niego, głaska, donosi smakołyki mamie...I pewnie są tacy mężowie/ojcowie, niestety są też neandertalczyki, którzy póki nie widzą to nie czują...U mnie tak było przez całą ciążę- nic a teraz widać że kocha dziecko.
Niestety, dla duzej czesci kobiet realia odbiegaja bardzo od marzen. I nie dlatego, ze mezczyzni sa zli, ale dlatego, ze to my czesto stawiamy bardzo wysoka poprzeczke naczytajac sie romantycznych opowiesci, nasluchajac sie wyssanych czasem z palca relacji kolezanek, naogladajac filmow. Napewno sa TAK romantyczni faceci, ale nie naleza do standartu - to wyjatki.
Watpie aby ojciec dziecka ocknac sie. Tu nie ma milosci, tu nie ma zaangazowania - NIC. Matce i dziecku bedzie lepiej samym niz z ta pseudorodzina. Z tego zwiazku juz raczej nic nie bedzie i nie ma co sie ludzic.
Ramona, Anulek - Dzieci w wieku ca. 8-12 lat zaczynaja wchodzic w "trudny wiek". Dziewczynki wchodza w niego zazwyczaj wczesniej niz chlopcy, gdyz ich hormony "budza" sie wczesniej. Wowczas zaczyna sie nowy, trudny etap nie tylko dla rodzicow, ale i dla dzieci samych. Taka dziewczynke mozna troche porownac do kobiety w ciazy czy menopauzie, kiedy to hormony biora gore. Jakby sie tak zastanowic to ich zachowanie rozni sie tylko wiekiem i doswiadczeniem zyciowym. Male dziewczynki zaczynaja miewac zmiany nastrojow, ktorych same nie sa w stanie wytlumaczyc, a to je same jeszcze bardziej frustruje. Efektem jest zlosc, ktora czesto wyladowuja na otoczeniu. Burza hormonalna nie tylko powoduje zmiany nastrojow ale wplywa tez na uczucia i sposob odbierania bodzcow. Dokladnie jak podczas ciazy. Ilez kobiet czasem bez powodu ma ochote ryczec, bo czuje sie niekochane i niepotrzebne nikomu -mimo, ze facet chucha i dmucha....To hormony. Tak samu u dzieci. Ubzduraja sobie (podswiadomie), ze sa odrzucane, niechciane itd i.....odreagowuja. W sutuacjach, kiedy wychowuje je macocha lub ojczym te odczucia sa jeszcze silniejsze.Kobiecie w ciazy czy podczas menomauzy trudno z tym walczyc, mimo, ze zdaja sobie sprawe z tego co sie z nimi dzieje i dlaczego. Natomiast dla dziecka to zupelnie nowe doswiadczenie, niezrozumiale rozterki. Trudno sie dziwic, ze wywoluja frustracje i zmiane zachowania.
Z chlopcami jest podobnie choc z racji tego, ze przechodza to w pozniejszym okresie ich odreagowanie "dopasowuje sie" do ich wieku. Dlatego bywa, ze jest trudniej.
Jak z tym walczyc? Tlumaczyc, rozmawiac, zasiegac rad specjalisty. A przede wszystkim byc cierpliwym i starac sie zachowac zimna krew. Nasze nerwy to woda na ich mlyn! Tylko czekaja na okazje do wybuchu. Kazdy taki wybuch jeszcze bardziej je nakreca. Im wiecej wybuchow lub im czestsze tym latwiej o kolejne. Dlatego tak wazne jest aby do nich nie dopuszczac.
Te wybuchy, slowa wowczas padajace, zle zachowanie nie jest czesto wynikiem negatywnych uczuc do drugiej osoby. Dzieci nie kontroluja tego zachowania, to hormony nimi steruja. Czesto dzieci same sa zaskoczone swoim zachowaniem, wypowiedzianymi przez siebie slowami; przykro im, ze kogos zranily. Ale ich wewnetrzny bunt i zacietosc nie pozwalaja na przyznanie sie do tego, co tez budzi frustracje i doprowadza do kolejnych wyladowan. To lancuszek zachowan, ktorym nie wolno pozwolic na kontynuacje. Trzeba je przerywac na samym poczatku. Uwazam, ze podstawa powodzenia i droga do znalezienia wyjascia z trudnych sytuacji jest rozumienie mechanizmu, ktory kieruje dziecmi. Dobrze tez, aby one go poznaly. Czasem pomaga im to w panowaniu nad swoimi emocjami.
I nie zaleznie czy mamy doczynienia z wlasnymi dziecmi czy pasierbami konieczna jest wspolpraca obojga opiekunow! Ona daje dzieciom poczucie stabilnosci. Takie balansowanie miedzy jednym a drugim opiekunem powoduje, ze dziecko nie ma stalej bazy, ktora jest punktem wyjsciowym do wielu zachowan. To jak na wojnie - rodzice nie moga walczyc na przeciwnych sobie frontach bo nie walcza wtedy z problemem tylko ze soba nawzajem. A problem zostaje nierozwiazany a tylko poteguje sie z czasem. Tylko wspolny front daje szanse na powodzenie. Wbrew pozorom dzieci potrzebuja tego wspolnego frontu, bo to ogranicza ich dluga liste rozterek. Im krotsza lista tym latwiej przejsc przez ten ciezki okres.
Rozmowy w tym wieku nie moga ograniczac sie tylko do powaznych tematow. W sumie nawet blache sytuacje wymagaja tlumaczenia. Nawet taka prosba o zmywanie po sobie. W tym glupim wieku dziecko moze odbierac to jako kare, robienie mu na zlosc itp. Warto mu wytlumaczyc, ze tym sposobem pomaga, bo w domu jest kilka osob i np. mama nie moze po wszystkich sprzatac bo zabraknie jej czasu na ugotowanie obiadu czy upranie ich rzeczy. Ze sama tez chciala by usiasc czasem np. przed komputerem lub tv, czy poczytac ksiazke (cos co dziecko samo tez lubi robic). Ze taka pomoc jest dla calej rodziny bardzo wazna, bo dzieki niej wszyscy moga byc w domu zadowoleni. To tylko przyklad takiej rozmowy i argumentow, ale ona musi byc dopasowana do kazdego dziecka indywidualnie. Owszem, nie w 100% udaje sie lagodnie przejsc przez dorastanie. Ale szanse wzrastaja znacznie. Im wczesnie sie zacznie nad tym pracowac tym lepiej. Trudny okres trwa kilka lat i narasta z czasem. Dlatego warto "zainwestowac" na samym poczatku, aby pozniej rodzina nie przechodzila istnej gehenny.
Warto pamietac, ze negatywne emocje budza negatywne emocje, z ktorych pozniej ciezko sie wycofac. Nawet jak sie chce!
Moi pasierbowie i pasierbica byli wlasnie w tym wieku kiedy ich poznalam (7-11 lat). Dzis maja 17-21 lat. Owszem, obecnie nie mieszkaja z nami, ale byly okresy kiedy bylo inaczej (wlasnie jak byli mali). U nas mimo kilku konfliktow obylo sie bez powazniejszych problemow. Z pierwszym synem popelnilismy kilka bledow, na ktorych sie nauczylismy i ktorych nie popelnialismy pozniej. Te bledy jednak do dzis (i pewnie jeszcze dlugo) maja wplyw na nasze zycie, gdyz wlasnie wplynely na moj stosunek do najstarszego syna. Zawsze traktowalam dzieci jak swoje wlasne i darze je bardzo cieplymi uczuciami (nie wiem czy to milosc, bo jednak nie jest to to samo co w stosunku do naszej wspolnej corki), jednak moje uczucia do M. roznia sie od tych do pozostalej dwojki. Czesciej widze jego bledy, latwiej mi jest sie na niego zezloscic itd. Ale mimo wszystko daze go cieplym uczuciem, tylko troche innym niz kiedys. Ale wiem, ze to nasz wina, nie jego....ale coz, mimo ze to wiem nie moge wplynac na to co czuje. Tak jest jesli sie doprowadzi do tego, ze negatywne emocje biora gore...
Zycze powodzenia i pozdrawiam
PS. Uwazam, ze powinno sie brac przyklad z tych, ktorym sie udalo. A historie tych, ktorzy "przegrali" powinno sie brac jako ostrzezenie. To, ze komus sie nie udalo zachowac dobrych relacji nie znaczy, ze jest to nie wykonalne. Tak samo fakt, ze komus sie udalo nie daje 100% gwarancji, ze uda sie kazdemu Jednak warto probowac. Napewno latwiej olac niz walczyc. Ale konsekwencje tego ponosi sie potem baaaardzo dlugo. I nie tylko my je ponosimy ale czesto tez nasze wlasne dzieci, ktore cierpia na zlych kontaktach ze swoim przybranym rodzenstwem. Bo moze nasi pasierbowi to nie nasza krew/rodzina, ale jest ona nia dla naszych dzieci.
Naprade mozna - trzeba tylko chcie i pamietac, ze to my jestesmy dorosli a dzieci to tylko dzieci. I to my ich uczymy wszystkiego - dobra i zla.