Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
:-)
:-( Oj a ten termin na prawdę daleki 

Nooo kooochane
W sprawie Calineczki, myślę, że dobre wieści, ale to juz Doris wam napisze, jak dopuszczę ją do kompa.
Wizyta w samym Poznaniu, na Szpitalnej...
Obiecałam sobie, że nie będę wchodzić do budynku szpitala, wystarczył hotel na horyzoncie i już świeczki w oczach, drżące ręce, wspomnienia. Chciałam być silna przy Justynie, bo ona jest już taka wyczerpana. Ale kiedy zaczęła opowiadać o swojej walce o tą prawidłową opiekę nad Zosią....wszystko wróciło. Sytuacja sprawiła, że jednak znalazłam się w budynku szpitala z Weronią - przechodziłam tuż przy wejściu na korytarz do kariochirurgii, serce ściśnięte, nie da się tego opisać. Miałąm wrażenie, że Ona tam jest i czeka na moje odwiedziny. Nie miałam odwagi pójść do Zosi, ale spotkałam obie dziewczyny w pracowni na dole. Zosia jest taka wpadnięta, maleńka, sina i blada zarazem. Justyna we łzach. Panie, jak im jest ciężko - już wystarczy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Na korytarzu mijałam lekarzy, którzy zajmowali się Mają, trudny widok. Chciało się podejść...i sama nie wiem co powiedzieć....zapytać o stan Mai, zapytać o to co się stało?... Nie musiałam jednak pytać, bo Justyna mi przekazała, że lekarze wciąż nie mogą uwierzyc w to co się stało mojej niuni, bo przeciez było tak dobrze. Ta informacja bardzo mnie zabolała. Nie chę już o tym myśleć, bo nic nie zmienię.
Załuję, ze tak niewiele miałyśmy z Justyną czasu na rozmowę. Patrzę na nią, i widze siebie po4 miesiącach w szpitalu w katowicach, w tym zamkniętym pokoiku. Jej organizm jest wyczerpany, ledwie stoi nanogach, żołądek już po jednej kromce dostaje odruchu wymiotnego, bo czuwając przy dziecku, nie ma się na nic czasu, nie chce ryzykowac, że jak wyjdzie na chwilę, to wpuszczą ją znowu, albo dziecko będzie niedopilnowane - samo przecież nie zawoła, że jest mu żle itp.
Naprawdę trzeba się poważnie zastanowić, gdzie możnaby kontynuować leczenie. Tu już nic jej nie pomogą, to pewne.
Szkoda, że nie napisałam bardziej optymistycznie, ale tak tam właśnie nie jest.
Maju, kocham Cię, tęsknię i przepraszam:-(
