Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Natomiast skurcze były żadsze.Po godzinie już wiłam się z bólu,a przed 18 krzyczałam ,ze już nie mogę,muszę przeć.Przyleciała połozna,w pośpiechu sie przebierała,dzwoniła po gina,bo rozwarcie było juz na 10
Zaczekaliśmy do skurczu i za jednym razem praktycznie małą wyparłam
zawzięłam się i tyle
super sprawa

wody pani się sączą musi pani do szpitala dla dobra dziecka..ja w płacz przerażona tydzień do terminu i że będę tam leżeć i w ogóle..no nic pojechaliśmy o 18 do szpitala 3 razy mnie badali i jak paluchy pchali to czułam jak tych wód coraz więcej wypływa ale nic były 3 porody w tym czasie mało było lekarzy kazali czekać na schodach w koszuli więc czekałam do 22.30 nie wiedzieli co ze mną zrobić tylko wołali na badanie i co pani jest itp.w końcu wzieli mnie na sale przed porodową.Z samego rana ktg,mierzenie temp poleciałam jeszcze do kibelka,wracam a dziewczyny że wołają mnie na porodówkę zabrałam torby i poszłam wystraszona jak to jak nic mi nie jest..tam posiedziałam trochę czekałam na zmianę lekarzy potem mnie zawołali na fotel znowu pyt.od której godziny wody się sączą??ja że skierowana jestem z wczorajszej wizyty a wrażenie mam że już 2 tyg no to kazali dać mi oxytocin było koło 8 za chwilę babka mi podłączyła no i łapkę włożyła i wody się wtedy polały porządnie
i tak sobie leżałam,chodziłam a skurcze się nasilały potem po ok 2 h dostałam jakieś 2 czopki i skurczę szybsze potem dostałam Dolargan któren mnie tylko usypiał i budził to do męża wtedy napisałam że mam mega skurcze i to chyba mój ostatni sms a była 13.30 on wtedy odpisał "kotek poczekaj 30min" tego smsa odczytałam już po wszystkiemu
nie kazałam mu wcześniej przyjeżdzać bo i tak by go nie wpuścili bo 2 dziewczyny przede mną rodziły.Usłyszałam już przy końcówce bóli partych jak mąż o mnie zapytał przyszła położna zapytał czy chce męża widzieć..mąż chwile zajrzał przytulił mnie i kazali mu czekać ,po jakimś czasie już kazali mi iść na fotel ledwo doszłam no i zaczełam przeć trwało to 15min jakoś powietrze puszczałam byłam zmęczona lekarz chyba z 3 razy na brzuch mi nacisnął a położna nieźle ciachneła nawet nie poczułam i Martynka wyskoczyła :-)tatusia zawołali przyciął pępowinkę mnie ucałował i na nas czekał ucieszony
a z szywaniem trochę się zeszło sporo tego było i bolało mnie aż podskakiwałam aż lekarz się śmiał
ogólnie jak zobaczyłam małą zapomniałam o bólu nawet teraz nie pamiętam gorzej mnie szwy po bolały już od wczoraj jest o niebo lepiej niż było...:-) ogólnie poród trwał 7.15 tak mi zapisali w książeczce i 15 min 2 faza nie tak strasznie było jak pokazują na filmach czy piszą w gazetach...
i na porodówkę!!! była godz 7 rano ..dostałam antybioyk na paciorkowca
i kazali wstać chodzić ale nie bardzo byłam w stanie bo ból był okropny a skurcze często ,więc stałam oparta o ścianę. O 9 już 6 cm rozwarcie a o 10.43 urodził się Bartosz
) i przejść na salę porodową. Tam miałam się wdrapać na takie wysokie łóżko. Problem w tym, że właśnie w tym momencie miałam kolejny skurcz i siostra ze zniecierpliwieniem stwierdziła, że ona mnie na to łóżko nie wsadzi. Uśmiechnęłam się do niej i poprosiłam o szansę :-).