To ja może zacznę

Frankowi zaczęłam wprowadzać nowe produkty po 4 miesiącu. Nie było sensu czekać dłużej. Był bardzo dużo i widoczne już było, że mleko mu nie wystarcza. Poza tym sam był zaciekawiony tym, co my jemy, nie miał już odruchu wypychania językiem z buzi "ciał obcych". No i łyżeczkę załapał w sekundę, łykanie i mielenie w paszczy też, co mnie utwierdziło w przekonaniu, że to był odpowiedni czas.
Zaczęliśmy od warzyw.Od 4 dnia już nie dopajałam go mlekiem po obiadku. Szybko też zrezygnowałam z podawania dwóch łyżeczek na spróbowanie, bo Franek wszystko pochłaniał, nie miał żadnych problemów i ryczał jak mu się zabierało obiad po tych dwóch łyżeczkach
Podawałam w kolejności:
marchew, brokuły, ziemniaki, dynia, szpinak, ryż, groszek, kalafior, por
Do picia woda.
Pod koniec 5 mies. dostał też gruszkę i jabłko.
W 6 miesiącu wprowadziłam kaszki na kolację, ale szybko zastąpiłam je kleikami, bo były za słodkie. Kleik kukurydziany dostawał solo, a ryżowy z owocami, bo jest bez smaku

Najpierw 100, a po 2 tygodniach 120 ml przed myciem. Po myciu jeszcze go karmiłam, ale tylko tydzień.
Z nowych rzeczy weszło wtedy mięso (łyżeczka albo dwie, nie pamiętam), pietruszka, seler, cukinia. Potem już przestałam zapisywać.
Przed końcem 5 miesiąca dodawałam też ok. 2 łyżeczki kaszy manny do obiadu - w ramach ekspozycji na gluten. Chyba przez miesiąc.
Jeszcze gdzieś w międzyczasie weszło żółtko, ale nie pamiętam kiedy
***
No to tyle. Może nie książkowo, ale dziecko przeżyło i ma się dobrze

Lubi do tej pory warzywa, owoce i mięso, więc chyba jest ok
