Wiecie co, tak naprawdę to jak podałam mu - Ignacowi - pierwsze raz jabłko, to było chyba wlasnie pod koniec sierpnia/początek września to strasznie ulewał po nim, po protu szok. To samo z marchwią.
A po kleiku (podawałam mu na przełomie września i października), nawet pomimo że było to tylko kilka łyżeczek, momentalnie była zmiana z kupkami - to znaczy tak jak regularnie codziennie robił, to po kleiku go zapierało na jeden dzień - taka mała ilość a jak widać nie było to obojętne dla jego brzuszka.
W ogóle karmienie jest fajne ale jak już ktoś zauważył trudno myśleć o karmieniu dizecka które chociaż troszkę nie siedzi i nie współpracuje - uważam że dwumiesięczne dizecko jest za małe na łyżeczkę - soczek - może troszkę, kleik taki do picia ewentualnie, ale ostrożnie, ale słoiczki to jeszcze trochę - takie jest moje zdanie.
Oczywiście nie trzeba czekać aż do 6 miesiąca, ale moim zdaniem wypadałoby poczekać do 4 chociaż - wtedy wg harmonogramu rozpoczyna się rozszerzanie diety dizeciom karmionym butelką. Do tego czasu można "zaszaleć" z jakimiś herbatkami ewentualnie.
Oczywiście wiele mam wprowadza inne pokarmy wcześniej.
Nie wiem czy wiecie też o istnieniu zasady że nowe pokarmy wprowadza się pojedyńczo i przynajmniej kilka dni podaje się ten nowy pokarm i nie wprowadza nic nowego żeby zaobserwować rekację dziecka, no a w przypadku zupełnie pierwszych danek z szacunku dla małego, nieprzyzwyczajonego do takich rewolucji, przewodu pokarmowego.
No i polecam jako pierwsze "danie" ten kleik ryżowy - rozrobione w odrobinie wody troszkę kleiku ryżowego czystego bez dodatków, podawane łyżeczką.
Pozdrawiam
Aga