Irisson, współczuję tego zęba. Cokolwiek by się z zębami nie działo, to duże utrudnienie, czy jak się popsują, czy złamią, czy zaczną wyrzynać. Ja ciągle walczę z ósemkami - ból nie do opisania, na razie - odpukać - mam spokój. Powodzenia u dentystki.
Doti, dobrze, że jeszcze z humorem podchodzisz do tego wszystkiego, co wokół Ciebie się dzieje. Choć wyobrażam sobie, że bywa niełatwo. Ale chyba coraz bliżej do powrotu Twojego TZ.
Summerbaby - a co tam wypieki - patrz - mąż takie pyszne obiadki Ci robi, mama też wspiera, więc nie żałuj, że Ty nie pieczesz. No chyba, że rzeczywiście byś chciała. Ja piec bardzo lubię, daje mi to wielkie odprężenie i ten dreszczyk emocji, czy ciasto wyjdzie. Z kolei gorzej z gotowaniem - mniej mam do tego wyobraźni i idzie mi wszystko z oporem. Choć postanowiłam zmienić ten stan rzeczy i codziennie oglądam sobie odcinki "Ewa Gotuje" licząc, że zawsze coś w tej głowie mi zostanie.
Asia, przyznam Ci się, że my tę czarnuszkę jedliśmy pierwszy raz w życiu

Ale ma ciekawy smak i o dziwo M bardzo posmakowała, a on do nowości w jedzeniu podchodzi bardzo ostrożnie
Oj na pewno dadzą radę - piszę o
Agnieszce - tylko czasem się zastanawiam, po co człowiek musi się nadenerwować, nastresować, nabać o dziecko (nie ma słowa nabać, ale jakoś mi tak pasowało). Czy nie może być tak, by po prostu było OK. Trzymam za Was
Agnieszka MOCNO kciuki, żeby synek był zdrowy i dzielnie zniósł operację, a Ty żebyś znalazła w sobie jak najwięcej sił na najbliższy czas. Zwłaszcza, że ostatnio pisałaś, że u Ciebie ostatnio trochę komplikacji. Trzymaj się Kochana.
Mart, po pierwsze koniecznie chyba musisz odpocząć, odetchnąć i się wyspać. W Waszym domku, w Waszym łóżeczku, przy fajnej leśnej aurze. Ciesz się wspólnymi chwilami ze Stasiem ile się da. Do pracy wracasz na pełny etat? Przebojów z nabrzmiałymi piersiami nie zazdroszczę - mi przez rzadsze Lili karmienie też nabrzmiewają i bolą, ciążą wręcz. Z drugiej strony odciągam sobie mleko i na nim podaję jej kaszki, kleiki więc jest pożytek. Ale też już mniej je mojego mleka. Niestety taka kolej rzeczy, choć nie ukrywam, że i mi na samą myśl o tym robi się jakoś tak smutno. Tak sobie myślałam, że tyle się kobieta musi naprzyzwyczajać co zmian - 9 miesięcy rosnącego brzuszka, brak okresu, później brzuszek szybko maleje (w sensie z tego mega dużego na mniejszy), potem przyzwyczajenie do karmienia, nie raz walka o karmienie, później odstawianie karmienia... Matko i tak w kółko i w kółko. Nic dziwnego, że później kobiety ponownie chcą doświadczyć radości macierzyństwa, bo jest w tym coś niezwykłego, trudnego do opisania...
Mi jakoś dzień przeleciał, nawet nie wiem, kiedy. Poodkurzałam, pomyłam podłogi, przebrałam pościel naszą i Lilci, więc jestem zadowolona. A teraz idę szybko zerknąć na inne wątki i spędzić trochę czasu z M.