Hej dziewczyny! Melduje sie po swietach, co byscie o mnie nie zapomnialy. Podczytywalam Was regularnie, ale pisac to juz mi sie nie chcialo. obiecuje poprawe :-) Wczoraj w koncu po dwoch tygodniach wrocilismy z pl do domku, ale za to dzis usmiechaja sie do mnie pelne walizki gotowe do rozpakowania. a mnie sie tak nie chce wziac do roboty...

Nadal mecza mnie mdlosci przez caly dzien i pozeram tonami bulki z maslem i zoltym serem krolewskim (nawiozlam zapas z Polski). Smieszne to, bo ja nigdy, ale to normalnie nigdy nie jem kanapek z zoltym serem, a teraz jakas obsesje na jego punkcie mam :-) A najlepiej smakuje mi z nieslodzona, czarna zwykla herbata (robie slaba, bo tez w ciazy nie jest wskazana). Ach te ciazowe zachciewajki... Za to mam wstret do wedlin i miesa smazonego, ale to pewnie dlatego, ze mieso spowalnia wchlanianie wapnia, ktorego teraz baby najbardziej potrzebuje. ja tam wierze w to, ze nasz organizm sam najlepiej wie, czego najbardziej potrzebujemy w danym czasie. no bo jak inaczej wytlumaczyc ta moja obsesje na punkcie nielubianego sera?
daria- mam nadzieje,ze u Ciebie wszystko w porzadku. Ja w pierwszej ciazy bardzo dlugo krwawilam, ok.3-4 tygodni (zaraz jak sie dowiedzialam, ze jest fasolka). Normalne skrzepy mi lecialy, jak przy miesiaczce. jednak krwawieniu nie towarzyszyly skurcze. dostalam progesteron i zakaz wstawania (tylko do wc). Pozniej krwawienie ustalo i kilka tygodni moglam normalnie funkcjonowac, az okazalo sie, ze szyjka sie za szybko skraca i dostalam znowu nakaz lezenia. wiec od ok. 4 m-ca do niemalze samego konca musialam lezec i lykac konskie dawki magnezu, co doprowadzilo w koncu do tego, ze maly urodzil sie 12 dni po terminie :-) porod musieli mi wywolywac :-) Smieje sie do dzisiaj, ze jakby sila go nie wyciagneli to siedzialby mi w brzuchu do dzisiaj, bo chociaz szyjka byla krotka, za to szczelnie zamknieta, przez ten magnez.
Za to w drugiej ciazy moglam sie za przeproszeniem pietami po pupie klepac, tyle mialam wigoru. ale magnez lykalam od samego poczatku.
Mnie juz od miesiaca meczy kaszel, ale taki suchy, choc na szczescie powoli widac jakas poprawe. podkurowalam sie troche syropem od mamy z pedow sosny, bo wczesniej nic mi nie pomagalo.
to ja juz zmykam, bo same walizy sie nie rozpakuja. malpy wredne! :-) trzymam kciuki za dzisiejsze wizyty! milego dnia!