Tak Was nadrabiam od weekendu, że dopiero wszystko przeczytałam. Zdrowia dla chorych i zgody z facetami. U nas dzisiaj 3 lata minęły od kiedy się zeszliśmy i nawet się trochę poprzytulaliśmy.
W weekend chyba zapewniłam małej trochę za dużo wrażeń. W sobotę wyścig w ten deszcz, potem obiad u teściów i dwa zakończenia sezonu kolarskiego. W niedzielę wizyta w Muzeum Powstania z Amerykanką, która jest daleką rodziną mojego męża, potem wizyta u babci i u mojej siostry. Trochę tego za dużo, bo zrobimy się problemy z karmieniem, w ogóle nie chciała łapać cyca, za to płakała. Jeszcze mój ma chyba problem, żeby przypadkiem ktoś nie zobaczył jak karmię publicznie. Ja też niekoniecznie chcę się afiszować, ale jak mi dziecko płacze, to bym wolała nakarmić. Może przez ten weekend, a już wcześniej dziecko mi się rozregulowało: wcześniej zasypiała o 21, a ostatnio znacznie dłużej to trwa. Wczoraj od kąpieli o 19, do 23 się męczyłyśmy i w końcu z nią zasnęłam. Chyba głównie dlatego, że już nie jest tak, że zje i śpi, tylko trochę zje i już więcej nie chce, ale spać w łóżeczku tez nie chce. Dzisiaj w czasie debaty poszło nam znacznie lepiej, ale i tak do 22 to trwało. To chyba jej pasowało, że oglądając siedzę i za bardzo się nie ruszam. Podobno wygrał kandydat z mojej ulubionej partii, a przynajmniej wreszcie ludzie się dowiedzieli, że taka partia istnieje.
Jutro mamy wizytę w poradni rehabilitacyjnej, dowiemy się, co ze stópkami.
Widzę, że wszystkie bieżecie się za ćwiczenia. Ja muszę wreszcie więcej poćwiczyć, bo na razie to miałam w weekend wyścig, w środę trening i tyle. Teraz koniec wyścigów, ale może potrenuję. Wagi mi jeszcze 1.5 kg zostało, ale muszę jak będę na siłowni, zrobić pomiar składu ciała, bo może to mięśnie mi znikają. Diety żadnej nie stosuję, staram się jeść w miarę zdrowo, czasem jakiś słodycz, ale jak za dużo, to mi się za słodko robi i więcej nie zjem. Problem ze słodkim jest taki, że szybko rośnie cukier we krwi i równie szybko spada.