mikusia84r
Entuzjast(k)a
mój mąż jest taki trochę wygodnicki, oczywiście bardzo kocha córkę, nie skąpi na jej utrzymanie, w sumie oddał by jej wszystko, często też ulega jej we wszystkim, bawią się razem, wygłupiają, ale np. zabawki to ja muszę po nich posprzątać, to zazwyczaj ja małą ubieram, kąpie (tata ją tylko karmi, bo od niego zawsze jej lepiej smakuje), ze spacerami to różnie-on tak pójdzie, ale gdzieś blisko, a tak żeby poszedł na jakiś dalszy spacer to musze się nagadać, on zasłania się pracą, zmęczeniem. za to praktycznie nie wyręcza mnie w obowiązkach domowych, o wszystkim muszę mu 100 razy przypominać, do szału doprowadza mnie te jego "zaraz". no chyba że mu jazde zrobię to pare dni chodzi potulny jak baranek i pyta, co ma jeszcze zrobić, a potem jest to samo. czyli jednak jak chce to potrafi, tylko się wymiguje
no ale naprawde duzo pracuje i czasmi nie mam serca go prosic. a w weekend to jak ma dobry dzien to mi wrecz wszystko zabiera (ale bardzo bardzo zadko) ogolnie raczej jak go poprosze to wtedy sie zajmuje choc np nie pamietam kiedy go kompal zawsze ma jakas wymowke