Cześć babeczki!
Melduję się po wypadzie w Beskidy. Pogodę mieliśmy wspaniałą. Kolejny szczyt w tym roku zaliczony. Na wysokości ponad 1150 m leży trochę śniegu. Nie wiem, czy coś zmajstrowaliśmy, bo na razie jajnik mnie nie kłuje, ale śluzu cała masa (sorry, że tak obrazowo).
Powiem wam, że przeszłam teraz prawdziwą próbę ognia! Pojechaliśmy na integrację z pracy mojego M. Umówili się, że tym razem biorą swoje żony i dzieci. Było nas 8 par. No i wiecie co? Było tam jedno dziecko 3-y miesięczne, 3-je rocznych, jedno półtora roczne, dwoje czterolatków, jeden sześciolatek i tylko my bez

dziecka. Ciężko mi było patrzeć na te mamusie wpatrzone w swoje skarby. Co robić, ja zawsze muszę być alienem
Palemko - ja kawusię poproszę

Ciasta może nie, bo wyżerkę mieliśmy taką, że chyba z dwa kilo przybyło, wrrrrrr.
Błonka - cholera jasna! Strasznie mi przykro, a tak trzymałam kciuki
