Cześć dziewczyny! Już nie wiem co mam myśleć. Przez kilka poprzednich miesięcy brałam Lutenyl (podobno troszkę mocniejszy od luteiny) tak po prostu na zwiększenie ilości progesteronu. Lekarka kazała mi go brać od 15 dnia cyklu przez kolejne 10 dni i tak robiłam. Cykle mam w miarę regularne ok 28-31 dni. Niestety bardzo źle się po nim czułam no i podejrzewałam, że moja owulacja jest później niż w połowie cyklu więc jak zaczynałam brać ten lutenyl od 15dc to prawdopodobnie mogłam w ogóle nie mieć owulki. Tym bardziej, że na ostatniej wizycie inny lekarz gin nie był w stanie mi powiedzieć czy był pęcherzyk bo po prostu nie widział miejsca w którym mógłby on urosnąć ( a dodam, że teoretycznie już powinno być po owulce). W tym miesiącu za jego radą odstawiłam lutenyl i zakupiłam testy owulacyjne. Urzywam ich już chyba od tygodnia i nic nie widać. Cały czas jest jedna kreska a tym czasem mam już połowę cyklu. Tylko w czwartek pokazały się dwie kreski ale testowa była jaśniejsza od kontrolnej więc wg instrukcji owulki nie było. Tak czy siak test robiłam o 12 w południe i wieczorkiem było przytulanko. Sama nie wiem czy to znaczy że owulkę już miałam czy dopiero ma nadejść czy w tym cyklu w ogóle jej nie będzie. Jak myślicie? Dodam jeszcze że byłam w tym tygodniu przeziębiona i tempki nie mierzyłam bo i tak wynik byłby niewiarygodny. Brałam leki ale nie sądzę, żeby opóźniły mi one owulkę.