Magda_z_uk
Po pierwsze MAMA ;)
Ada ugoda to nic innego jak zaoferowanie pewnej kwoty pieniężnej. U nas zaproponowali dość dużo. Spodziewaliśmy się mniej, a ponieważ dostaliśmy osobno kasę za zniszczone auto, to wzięliśmy to, bo po co po sądach się ciagać. Wiesz, mój mąż nie musiał być z tego powodu na zwolnieniu więc nie poniósł jakiś strasznych strat. Moja Nela tym bardziej. Tylko fotelik kupiliśmy nowy, bo po wypadku nie wolno używać tego samego.Nie wiadomo, czy nadal jest bezpieczny, a nikt z nas w trakcie uderzenia w auto nie patrzył do tyłu, żeby wiedzieć co się tam działo. Dostała tyle, co mąż. Tzn. tyle zaproponowali, ale ponieważ jest małoletnia, to musimy troszkę dłużej poczekać, aż coś tam się potwierdzi. U mnie sprawa gorsza, bo ja obliczyłam, że utrata zarobków sięgnie granicy 5000 Ł. I w sumie na początku, to nie myślałam tak o tych pieniądzach, ale ta babka, co nam sprawę prowadzi sama mi powiedziała, że mimo iż oni zawsze dążą do jak najszybszego zakończenia sprawy, to mi proponuje czekać, bo tu chodzi o poważne pieniądze. To tak, jak ja nie chciałam w ogóle nic dla męża i córki, a ona sama wnioski złożyła, tylko dlatego,że byliśmy razem w czasie wypadku. U Was, jeśli pracodawca poczuje, że grunt mu się pali pod nogami, na bank zgodzi się wziąć winę na siebie i coś Wam będą chcieli zapłacić. Jak w miarę rozsądna kwota, to ja bym wzięła. Myśmy spodziewali się ok 1000, a dali więcej, więc już nie dochodziliśmy się o więcej. Wiesz, pazerność może pokarać. Oczywiście, niech Twój M sam oceni, na ile wróciła mu sprawność tej nogi, bo to jest bardzo ważne. Oni mają takie standardy, ile mniej więcej trwa rekonwalescencja po różnych urazach i na tej podstawie wyliczają kwotę dla ugody. Nam dawali 5 miesięcy. U mnie z racji ciąży więcej, więc pierwsza proponowana kwota ugody była wyższa. Pracodawcy doskonale wiedzą, że jeśli dojdzie do sprawy w sądzie, to raz, że poniosą wszystkie koszty procesu, to Wy wywalczycie wyższe odszkodowanie niż oni proponują ugodę. A dowodów na to, że wypadek był w pracy macie aż nad to. No i to, że nie ma raportu z health&safety, to już w ogóle stawia na straconej pozycji pracodawcę. Żaden prawnik tam nie pomoże. Firma musi bulić i tyle, bo taki raport to podstawa! Wydaje mi się, że aby nikt im po pietach nie deptał i nie drążył, to ugody na pewno będą chcieli. Zazwyczaj tak jest.
Ostatnia edycja:
,
. Ehh przez tą pogodę jakaś taka zdołowana jestem, ale zaraz powinno mi się poprawić bo M wyskoczył z rana po świeży chlebek(biedak przemókł do suchej nitki) i zaraz sobię zrobię czekoladową zbożówkę i kanapeczki